BlogPodróże ze stylem

Wolność podróżowania, czyli majówka na Korsyce

By 6 maja 2019 No Comments

WOLNOŚĆ. To moja wartość numer jeden.
A Ty? Robiłaś już test wartości?
Wiesz co jest dla Ciebie najważniejsze?

Test wartości znajdziesz TUTAJ

Kiedy 7 lat temu otwierałam firmę jeszcze nie wiedziałam, o co mi tak naprawdę chodzi. Wtedy kierowała mną frustracja i niechęć do korporacji. Postanowiłam, że choćbym gryzła ściany, to nie wrócę i osiągnę sukces. Było bardzo trudno, po drodze miewałam trudne momenty, zresztą do dziś mi one towarzyszą. Któregoś dnia wpadłam na test wartości. Kiedy zobaczyłam, że to wolność jest dla mnie najważniejsza, to zaczęłam więcej rozumieć i jeszcze mocniej jej poszukiwać.

Bo wolność jest ważna dla mnie w każdym aspekcie życia. W sferze rodzinnej, finansowej, zawodowej, rozwojowej etc…

Również w kwestii spełniania marzeń i podróży. Chcę podróżować tak często, jak to tylko możliwe. Wolność, to również otwarta głowa, której mi brakowało…

Bo podróże zawsze kojarzyły mi się z biurami podróży i zorganizowaną wycieczką. Tak żyliśmy przez lata. W schemacie, który na hasło „wakacje” wyszukiwał ofertę w internecie. Aż do momentu, gdy biuro podróży nas oszukało, a my i tak, chcąc nie chcąc, musieliśmy być w miejscu w którym być nie chcieliśmy…

Zaczęliśmy sami organizować sobie wyjazdy. A potem poznaliśmy szalonych podróżników, których koncepcja nam się bardzo spodobała. I takim sposobem ruszyliśmy z nimi na Korsykę. Kto to jest „nimi” dowiesz się TUTAJ

Przez tydzień objechaliśmy całą wyspę. Ruszyliśmy z Polski w piątek o godzinie 3.30 w nocy po to, aby tego samego dnia odwiedzić Wenecję. Byliśmy tu już dawno temu, ale chcieliśmy wrócić choć na chwilę, aby odświeżyć wspomnienia tego magicznego miasta.

Kolejnego dnia ruszyliśmy do Toskanii po odrobinę słońca. Piękne wzgórza, pyszne wino, widoki zapierające dech w piersiach nawet w deszczu. Ale ponieważ pojechaliśmy po słońce, to je otrzymaliśmy. Tylko na chwilę, ale jednak.

W poniedziałek ruszyliśmy już na prom do Livorno, po to, aby kilka godzin później zachwycić się tą niezwykłą wyspą.

Ruszyliśmy z Bastii, jadąc zachodnim wybrzeżem aż na sam w dół. Podziwialiśmy turkusowe morze, klimatyczne miasteczka, dzikie plaże i delektowaliśmy się przepiękną pogodą.

Miejsce, które zostanie nam w pamięci na długo, to Bonifacio. To miasteczko położone nad Cieśniną Świętego Bonifacego z którego roztacza się obłędny widok na pobliską Sardynię. W górnej części Bonifacio znajduje się niewielka forteca obronna i cmentarz z czasów napoleońskich. W mieście jest mnóstwo kawiarenek i klimatycznych tawern.

Gdzie nocowaliśmy?

Wybraliśmy się ze znajomymi we wspólną podróż. Jedni z nich podróżowali Camperem, drudzy Volkswagen California, a my samochodem typu combi. Każdy więc z nas miał swoje oczekiwania względem noclegów. Okazało się jednak, że zazwyczaj mieliśmy podobne plany noclegowe, mimo różnicy pojazdów i komfortu z tym związanego.

Nocowaliśmy zazwyczaj w samochodach, na campingach lub na dziko. Bez żadnej, najmniejszej wcześniejszej rezerwacji. Zdarzało się więc, że podjeżdżaliśmy na miejsce wyszukane w googlach i okazywało się, że jest zamknięte lub też po prostu nam się nie podoba. Wtedy wsiadaliśmy w samochody i jechaliśmy dalej. To jest właśnie WOLNOŚĆ.

Na promie powrotnym byliśmy już w piątek z samego rana. Tej nocy dojazdu z Bonifacio do Livorno wolę nie pamiętać 😉

Takim sposobem we Włoszech byliśmy już przed południem i postanowiliśmy zjeść lunch w Pizie.

Nie zapomnę zdziwienia mojej córeczki, gdy nagle zza zwykłych domów wychyliła się Krzywa Wieża. Muszę przyznać, że na mnie też robi ogromne wrażenie.

Ponieważ mieliśmy jeszcze sporo czasu, to postanowiliśmy pojechać w miejsce o którym marzyłam od dawna. Jezioro Garda. Po 7 nocach w samochodzie (czasem zmarznięta, czasem obolała) postanowiliśmy znaleźć jakieś łóżko w okolicy. Nie zamierzaliśmy brać żadnego hotelu ani drogich luksusowych apartamentów. Chcemy podróżować często, więc też na tyle tanio, na ile jest to możliwe. Wrzuciłam więc hasło do internetu “niedrogie noclegi koło Jeziora Garda” i wyskoczyło mi coś pięknego. I miasteczko i apartament. Nie zrobiłam jednak rezerwacji tylko pojechaliśmy na miejsce.

Miasteczko nosi nazwę Desenzano del Garda i jest położone nad samym Jeziorem Garda. Jest niesamowicie urokliwe, ciche i czarujące. Za nocleg zapłaciliśmy 55 euro i był to jedyny nocleg w tej cenie i w łóżku. Za campingi płaciliśmy średnio 20 euro, jedzenie mieliśmy swoje, zakupy robiliśmy w pobliskich marketach. Byłby to wyjazd niskobudżetowy, ale koszty promu oraz paliwa (przejechaliśmy ponad 4 tysiące kilometrów) mocno podniosły wartość tej majówki.  Po całym dniu i całej nocy jazdy o godzinie 5.30 rano w niedzielę wróciliśmy do domu. Mieliśmy więc jeszcze czas na wrzucenie ubrań do pralki i przygotowanie się do powrotu do szkoły i do pracy.

Jedno jest pewne. Podróżując w ten sposób wydajemy znacznie mniej, a doświadczamy znacznie więcej.

WOLNOŚĆ❤️

Moja wartość numer 1
A u Ciebie co króluje?

Uściski,

Justyna Krawczyk

Style Coach

Leave a Reply