Nigdy nie sądziłam, że napiszę artykuł na temat odpuszczania. No bo kto, jak kto, ale ja nigdy nie odpuszczam…
Do czasu, gdy ciągła walka kompletnie mnie wymęczyła.
Nie, nie chodzi o to, aby wszystko mieć gdzieś, nie starać się i nic nie robić. Robić, ale bez ciągłych oczekiwań, wyszarpywań, zamartwiania się i stresu.
Odpuściłam. Ale nie poddałam się, a zaufałam, że wszystko „samo” się rozwiąże. Pomyślałam, że moja wiara i spokój muszą wystarczyć, bo całą resztę zrobiłam, a na resztę nie mam wpływu.
Mogę liczyć na sprzyjający Wszechświat i od momentu, gdy odpuściłam, gdy zaufałam, gdy się stawiłam, to zaczęły dziać się istne cuda!
Historia nr 1
10 maja została zatwierdzona do druku moja książka „Jak być Szczęśliwą Myszką„. Tego też dnia zaczęła się przedsprzedaż i otrzymałam wiadomość, że druk będzie trwał około miesiąc. To bardzo długi termin ze względu na obłożenie drukarni jak również ze względu na twardą okładkę książki i niestandardowy format.
Zaczęły spływać zamówienia i pytania pod tytułem kiedy książka do mnie dotrze?
Pomimo, że uprzedzałam o tym, jak długo będzie trzeba czekać na książkę, to jednak część osób kompletnie nie zrozumiała zasad przedsprzedaży albo po prostu ich nie przeczytała czy o nich nie słyszała. A ja czytając kolejne pytania zaczęłam się stresować. Odpuściłam jednak szybko, bo doskonale wiem jakie stres niesie za sobą spustoszenie i uprzejmie odpisywałam, że na książkę trzeba będzie trochę poczekać, ale dlatego też jest sprzedawana w tak niskiej cenie i z prezentem gratis.
Składając zamówienie do drukarni napisałam, że to bardzo długi czas oczekiwania i że mam nadzieję, że książeczka będzie jednak szybciej. Odpowiedzi jednak nie otrzymałam.
Wkrótce zaczęły się pytania o Dzień Dziecka i czy książka będzie już dostępna przed tym terminem, a ja wciąż musiałam odpowiadać, że książka będzie gotowa w okolicach drugiego, może pierwszego tygodnia czerwca. Też marzyłam o tym, aby książeczka była dostępna w prezencie dla dzieci, ale nic na to nie wskazywało.
Pewnego dnia po wywiadzie jakiego udzieliłam dla Niech się wyda, postanowiłam napisać do drukarni, że wierzę w cuda…znam termin realziacji ale tak bardzo mi się marzy, abym mogła wysyłać książeczkę jeszcze przed Dniem Dziecka.
Odpuściłam, nie stresowałam się i wierzyłam, że wszystko będzie tak jak ma być. I dostałam odpowiedź z drukarni: Pani Justyno, mam dobre wiadomości. Książka będzie do odbioru 25 maja!
Gdy odpuścisz, zaczynają dziać się cuda, a Wszechświat zaczyna Ci pomagać.
Napisałam tę książkę, oddałam do druku, przeszłam przez cały proces wydawniczy, który nie jest łatwy i na koniec kwestia druku była już poza mną. Nie mogłam tego przyśpieszyć…to już nie zależało ode mnie. Zamiast się denerwować i myśleć, że wszystko za późno, że co to jest, wyrywać włosy z głowy, wywierać presję na drukarni postanowiłam tę sprawę oddać „Sile Wyższej”. I widać zajęła się tym doskonale.
Historia nr 2
Pojechałam z moją córeczką do pobliskiego outletu, aby kupić jej sandałki. Gdy weszłyśmy do centrum handlowego, to z przerażeniem zobaczyłyśmy kolejki do sklepów spowodowane ograniczeniami dopuszczalnej ilości osób w każdym z butików.
Gdy podeszłyśmy jednak do naszego sklepu okazało się, że kolejki nie było. Weszłyśmy więc i zaczęłyśmy poszukiwania. Nataszka dość szybko zlokalizowała swoje śliczne sandałki, a Pani z zadowoleniem stwierdziła, że jest ostatnia para w interesującym nas rozmiarze 33.
Gdy poprosiłyśmy o drugi but Pani stwierdziła, że właśnie nie może go znaleźć. Przyszła również druga Pani z obsługi i razem przeszukiwały pudełka, wciąż mówiąc pod nosem: gdzieś przecież musi być.
Jedna z nich wpadła na pomysł, że przeszukają wszystkie pary z tego samego modelu, ale w różnych kolorach. Po otworzeniu kilkudziesięciu pudełek stwierdziła, że niestety ale tego buta nie ma. A potem panie zajęły się innymi klientami, a ja zastanawiałam się co robić.
Nataszka jeszcze oglądała tenisówki, a ja zaczynałam w wyobraźni szykować plan otworzenia setek pudełek w poszukiwaniu tego jednego sandałka. Zatrzymałam się jednak i postanowiłam odpuścić. Stałam spokojnie, oceniałyśmy jeszcze tenisówki, które Nataszka przymierzała i cieszyłam się chwilą z córeczką widząc jak bardzo cieszą ją również wymarzone tenisówki z pandą.
Nagle usłyszałam głos mężczyzny, który prosił o podanie większego rozmiaru buta dla córki. Szukał on rozmiaru 35, zupełnie innego modelu niż tego, którego my poszukiwałyśmy. Pani z obsługi podała pudełko butami, a po otworzeniu okazało się, że… właśnie w nim jest nasz sandałek.
Cuda?
Przypadek?
Coraz częściej proszę Wszechświat o pomoc. Wtedy, gdy nie wiem co zrobić, albo gdy zrobiłam wszystko, a nadal nie mam rozwiązania lub odpowiedzi na pytanie. I zawsze dostaję odpowiedź. To jest coś niesamowitego….
Coraz częściej odpuszczam i wierzę w dobre rozwiązanie. Wtedy, gdy nie mam terminu dla klientki na przegląd szafy i nagle bez mojego działania okazuje się, że dzwoni moja fryzjerka, że jest chora i że musimy przełożyć spotkanie. Zwalnia mi się miejsce i mogę umówić się z klientką, której tak bardzo zależało na spotkaniu.
Albo wtedy, gdy organizuję szkolenie indywidualne dla osobistej stylistki, okazuje się, że galerie są zamknięte, a późniejsze terminy nie wchodzą w grę, nagle dostaję wiadomość od właścicielki butiku, że chciałaby ze mną się spotkać, zorganizować wspólne wydarzenie i szkolenie okazuje się być wspaniałym pomysłem.
Uczę się odpuszczać, bo wiem, że nie jestem sama. I gdy otwieram się na pomoc, to ją dostaję.
Justyna Krawczyk
Style Coach




