Trudne dzieciństwo, to nie wyrok, a lekcja

stylistka warszawa

Udostępnij

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Share on email

Jestem kobietą, która całe życie powtarzała, że nie lubi dzieci i że najprawdopodobniej nie będzie ich mieć. Gdy słyszałam ich płacz, to z niewiadomych powodów, był to najgorszy dźwięk, którego nie mogłam wytrzymać. Pękało mi serce, czułam niepokój. Gdy wsiadałam do samolotu, to myślałam o tym, aby być tylko z dala od dzieci, bo będą płakać, przeszkadzać, a ja nie będę mogła się zrelaksować.

Wkrótce zrozumiałam, że to stosunek do samej siebie. Dzieciństwo i ja, jako dziecko, nigdy mi się dobrze nie kojarzyły. Uważałam, że byłam problemowa, źle się zachowywałam. Zawsze były ze mną kłopoty. A to w szkole, a to w domu.

Szkoły nienawidziłam, bo wciąż coś było źle. A to byłam nazywana bałaganiarą, bo wciąż coś gubiłam, albo niezdolną, bo nie mogłam nadążyć, a za gadanie na lekcjach dostałam kredą w głowę od nauczycielki, która stała pod tablicą, a ja siedziałam w przedostatniej ławce. Do domu nie lubiłam wracać, bo za to wszystko czekała na mnie kara.

Jak tu lubić dzieci skoro swoje dzieciństwo pamięta się jako wielki koszmar?

Szłam przez życie nieszczęśliwa, aż z tej rozpaczy i poczucia, że moje życie jest beznadziejne, zdobyłam się pewnego dnia na zmiany. To było już wtedy, gdy byłam dorosła i zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak wygląda moje życie.

Najpierw się rozwiodłam z pierwszym mężem, który tylko pogłębiał moje poczucie beznadziei, potem odeszłam od toksycznych ludzi, a pewnego dnia zdobyłam się na otworzenie swojej firmy. Zaczęłam wreszcie robić to, co kocham. Początkowo zaczęłam pracę jako osobista stylistka, bo czułam się w tym dobra i chciałam sprawiać, że kobiety poczują się piękne. Potem zdecydowałam się na zgłębienie tematu i ruszyłam do brytyjskiej szkoły, aby stać się Style Coachem i przeprowadzać kobiety przez głębsze zmiany. Chciałam im dać to, czego ja nigdy w sobie nie miałam, a z roku na rok coraz mocniej odkrywałam. Już wiedziałam, co to znaczy czuć się beznadziejnie, ale w wyniku własnej terapii o której piszę w swojej pierwszej książce, zaczynałam czuć się coraz lepiej sama ze sobą. To samo chciałam dać innym kobietom.

Dziś wiem, że to trudne dzieciństwo i doświadczenia z tamtego okresu sprawiły, że odkryłam swoje powołanie. Bo kobiet, które czują się beznadziejnie same ze sobą, brzydkie, głupie i nic nie warto, jest naprawdę wiele.

To wielkie odkrycie miało miejsce pod Olsztynem kilka lat temu.

Pojechałam do Ani na przegląd szafy. Gdy podjechałam pod jej dom, to nie mogłam uwierzyć. To była maleńka wioska, na podwórku biegały kury, a domem była mała, wiejska chatka. To miejsce raczej nie kojarzyło się być miejscem do którego zamawia się taką usługę. Na ławce przed domem siedziała babuleńka, która wskazała mi wejście. Weszłam do domu po skrzypiących schodach. W drzwiach przywitała mnie Ania. Nieśmiała, zawstydzona i skromna dziewczyna. Poszłyśmy na górę. Ania pokazała mi swoją szafę, wypiłyśmy kawę, porozmawiałyśmy. Potem zabrałyśmy się za analizę sylwetki, dobór kolorów i określenie stylu, a potem zaczęłyśmy analizować ubrania w jej szafie.

Ubrań było mało, więc poprosiłam, aby Ania ze strychu przyniosła też zimowe rzeczy. Zostało nam sporo czasu, a ja czułam jakieś współczucie i ogromne ciepło na sercu wobec Ani, choć niewiele mówiła. Była zawstydzona, skromna, bardzo się rumieniła.

Ania przyniosła ze strychu worki z ubraniami i butami. Gdy je otworzyła pokój wypełnił zapach stęchlizny, a z worków zaczęło wypełzać robactwo. Byłam w szoku, zrobiło mi się niedobrze. Chciałam uciekać rozwścieczona z myślą – “jak mogłaś mnie zaprosić do takiego syfu”? Spojrzałam jednak na Anię, która miała łzy w oczach, nie wiedziała co robić. W ostatniej chwili powstrzymałam odruchy wymiotne i wszystkie niecenzuralne słowa, które mi się cisnęły na usta. Zaczęłam zamykać worki z Anią, zabijać pełzające robactwo. Worki wyniosłyśmy na śmieci i na pożegnanie napiłyśmy się herbaty przy której rozmawiałyśmy jeszcze dłuższą chwilę.

Wracałam do domu w ciszy, pod ogromnym wrażeniem Ani. Z jednej strony czułam jakiś dziwny spokój i wdzięczność, że dałam radę mimo wszystko, ale przyznam, że marzyłam o tym, aby wziąć prysznic, wytrzepać ubrania, pozbyć się zapachu. Zastanawiałam się dlaczego tak się stało, jak to możliwe, że dałam radę…

Nie wiem dlaczego tak się stało, i kto mnie powstrzymał przed naturalną reakcją…

Kilka tygodni później napisał do mnie mąż Ani z podziękowaniem za spotkanie. Jak powiedział “spotkanie z Panią i wspólny przegląd szafy, było wielkim marzeniem Ani”. Wtedy, gdy dzwonił Ania już nie żyła. Nie powiedziała mi, że choruje na raka.

Okazało się, że byłam marzeniem Ani…

Byłam o krok od ucieczki, złości i oburzenia. Bo zaprosiła mnie w takie miejsce, które było ujmujące memu choremu ego. Do tego mam koszmarny wstręt do wszelkiego rodzaju robactwa. Rozbolał mnie brzuch, czułam się fatalnie, ale nie wiedzieć czemu zostałam. Nic nie wiedziałam, że jest chora.

Nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdybym postąpiła inaczej. Dziękuję za to, cokolwiek to było, co mnie powstrzymało.

Tego dnia zrozumiałam, że mamy mnóstwo tajemnic i powodów do tego, żeby czuć się fatalnie. Mamy problemy, niską samoocenę, koszmarne dzieciństwo i traumy. Nie radzimy sobie w na rożnych polach. Czasem przyjeżdżam do brudnego domu, czasem do kobiety, która straciła rękę w wyniku wypadku, innym razem do tej, która poroniła, a jeszcze kolejna straciła właśnie pracę, inna w dzieciństwie doświadczyła przemocy. Każda z nas z czymś sobie po prostu nie radzi. Bez względu na wszystko, gdy przyjeżdżam, gdy spotykam się z kobietami, to po to, aby sprawić, aby poczuły się lepiej. Bo jesteśmy w tym razem.

Już wiem, że moje doświadczenia z dzieciństwa były po to, abym mogła odmienić swoje życie, ale również każdej z kobiet, którą spotykam na swojej drodze. Moją MISJĄ JEST DODAWANIE INNYM SKRZYDEŁ, mimo, że to właśnie moje były kompletnie połamane.

Nie wiem dlaczego wybrałam sobie jako narzędzie Style Coaching (stylistka + trener rozwoju osobistego w jednym) ale każdy sposób jest dobry na to, aby zrobić coś dobrego dla innych. Moje traumy i dzieciństwo doprowadziło mnie do odkrycia największego sensu mojego życia. Do zmiany przeznaczenia, do zakończenia schematu, który był przekazywany z pokolenia na pokolenie niczym pałeczka w sztafecie, do zmiany swojego życia, życia mojej córki i być może również i Twojego.

Dlatego drugą książkę “Jak jedna, mała zmiana może odmienić Twoje życie” zadedykowałam swojej mamie. Bo to dzięki niej, akceptując wszystko dobre, ale też złe, co od niej dostałam sprawiło, że jestem tu w tym miejscu. Szczęśliwa, bo odkryłam sens swojego życia.

Ściskam,

Justyna Krawczyk

Style Coach

Fot: Ania Fauzer

Zapisz się do Newsletter'a

Bądź na bieżąco

Przeczytaj więcej

Nazywam się Justyna Krawczyk. Jestem właścicielką i założycielką firmy Jak Być Szczęśliwą Kobietą, licencjonowaną Style Coach™ (Osobista Stylistka i Life Coach w jednym).

POZNAJ KURS

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTER'A

Przewiń do góry

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.