BlogPsychologicznie, kobieco

Nie marudzę i nie jem w Mc Donaldzie

Od 22 lutego 2019 brak komentarzy

“Zmiany na lepsze zacznij od siebie”.

To słowa, które powtarzam bardzo często. Ale nie mówię ich tylko do innych. Powtarzam je również sama sobie. Bo łatwiej jest znaleźć dziesiątki dowodów na to, że jest źle i nie tak, jak powinno być, niż zauważyć, że jest tysiąc powodów do bycia szczęśliwym, zadowolonym i wdzięcznym.

To, że pada deszcz nie znaczy, że jest beznadziejny dzień. To jedynie oznacza, że pada deszcz.

Ty też tak masz?

Ja już mam tę świadomość. Choć nie lubię narzekać, a zdecydowanie bardziej wolę działać i szukać rozwiązań, to na pewno również i mnie marudzenie się zdarza.

Dziś jednak jestem tego świadoma. Tego, czyli momentu w którym zaczynam marudzić oraz kolejnego “magicznego” momentu, w którym mogę podjąć decyzję czy na pewno chcę w to iść.

Marudzenie nic nie zmienia.

Co więcej pogłębia tylko nasze kiepskie samopoczucie i niechęć. To naprawdę można zmienić, tylko trzeba chcieć.

Jak to zmienić?

Gdy wstajesz rano i widzisz deszcz, nie mów natychmiast, że jest źle i fatalnie. Od samego rana źle się nastawiasz i cały dzień twierdzisz, że wstałaś lewą nogą. Wcale nie wstałaś, tylko uznałaś, że deszcz ma wpływ na Twoje samopoczucie i na to, że w związku z tym wszystko jest źle. A nie jest.

Pada deszcz, to prawda, ale Ty nadal masz dziesiątki powodów do tego, aby się cieszyć. Pomyśl tylko przez chwilę. Może na Twojej liście znajdą się takie punkty jak: jestem zdrowa, zjadłam pyszne śniadanko, w autobusie jadąc do pracy spotkałam fajną koleżankę, w pracy jest ciepło, mimo, że na zewnątrz pada deszcz, czytam ciekawą książkę, obejrzałam cudowny film, etc…

Powodów do wdzięczności jest naprawdę dużo. Dlaczego łatwiej nam narzekać? Bo jesteśmy marudzącym narodem? Ja pod takim argumentem się nie podpisuję. Bo nie narodem jestem, a sobą i mam możliwość decydowania o sobie.

Nie marudzę i nie jem w Mc Donaldzie.

Właśnie ukończyłam fantastyczny projekt szkoleniowy dla marki KappAhl w całej Polsce. Mimo, że projekt nosi nazwę “Zmieniamy sprzedawców w super doradców“, to dla mnie jego robocza nazwa brzmi: nie marudzę i nie jem w Mc Donaldzie.

Skąd właśnie takie postanowienie?

Przeprowadziłam 26 szkoleń, przeszkoliłam ponad 100 osób, przejechałam setki kilometrów, odwiedziłam 12 miast. Wiesz ile jest Mc Donaldów po drodze? Zachęcają z oddali swoim dużym “M” na każdej autostradzie w każdym kierunku.

Masz wybór. I ja też!

To byłoby proste. Zatrzymać się i zjeść pyszne frytki czy kanapkę z rybą. Nie wiem jednak jak bym wyglądała, gdybym przez te kilka miesięcy trwającego projektu zatrzymywała się wciąż i wciąż w tej restauracji.

Ale nie wygląd jest tu najważniejszy. Pytanie jak bym się czuła? Czułabym się fatalnie. Więc choć to najłatwiejsze rozwiązanie, to nie idę w to. Nie idę bo wiem, że po takim jedzeniu czuję się źle. Postanowiłam więc, że przez cały projekt nie zatrzymam się w tym miejscu i już.

Oczywiście to wymagało ode mnie uporu ale też odpowiedniego przygotowania. Ciepłe jedzenie w termosie, ciemny chleb, apart hotel z kuchnią zamiast hotelu, czy wyszukanie wegańskiej restauracji, gdy jedzenie w termosie się już skończyło.

To nie było łatwe. Dużo łatwiej zatrzymać się przy drodze i zjeść cokolwiek bądź byle co. Tylko problem jest w tym, że jak jem byle co, to potem byle jak się czuję. Spada mi koncentracja, boli mnie głowa, gorzej pracuję. Wszystko zaczyna się zmieniać w “byle jak”.

Mam tego świadomość więc to zmieniam. I choć pokusa jest duża i nie raz przejeżdżając koło pachnących z oddali fast foodów, to nie uległam. Dlaczego? Bo jestem dla siebie ważna i życzę sobie jak najlepiej. Wiem też jaki wpływa ma na mnie kiepskie jedzenie. A gdy wiem, że coś na mnie źle wpływa, to zawsze mogę z tego zrezygnować. Oprócz kiepskiego jedzenia z mojej listy wykreśliłam również telewizję, wiadomości, toksycznych ludzi. Nie chcę niczego, co na mnie źle wpływa.

No dobrze, ale co z tym marudzeniem?

Cały projekt był cudowny. Poznałam niezliczoną ilość fantastycznych ludzi. Poznałam markę KappAhl niemalże od podszewki, filozofię, kulturę organizacji, przesłanie. Po prostu coś pięknego.

Jednak zdarzały się takie momenty, że forma spadała…bo musiałam wyjechać w niedzielę do innego miasta, aby w poniedziałek z samego rana poprowadzić szkolenie. Zostawić rodzinę i ruszyć w trasę. Bo…w nowych miejscach miałam kłopot ze snem….bo dużo nie było mnie w domu, a to właśnie w nim czuję się najlepiej….

Miałam słabsze chwile i czasem dawałam sobie na nie przyzwolenie. Nie chodzi o to, aby udawać, że nie tęsknię za córeczką, chociaż tęsknię. W trudnych chwilach stawiałam na takie rozwiązania:

  • przypominałam sobie jak bardzo kocham swoją pracę, jak ogromnie kocham szkolić, dzielić się wiedzą pasją i swoim doświadczeniem
  • często rano zaczynałam od swojej listy wdzięczności i przypomnienia sobie wszystkiego, za co ja mogę być wdzięczna
  • zawsze starałam się znaleźć pozytywną stronę sytuacji, czyli zaczynałam myśleć o tym, że następnego dnia wracam i odbiorę córeczkę ze szkoły
  • umawiałyśmy się na rozmowę video, tak często jak to było możliwe
  • zdarzyło się również, że zabrałam ją ze sobą, a gdy wracałam po szkoleniu do hotelu, ona wraz ze swoim tatą na mnie czekała
  • koncentrowałam się pozytywach, a tych nie brakowało. Chociażby w postaci osób, które szkoliłam, zespołów fantastycznych ludzi, którzy zapewniali niesamowicie dobrą energię
  • szukałam też pięknych miejsc noclegowych, po to, abym czuła się jak najbardziej komfortowo (niestety z różnym skutkiem)
  • z samego rana dbałam o ćwiczenia, medytacje, po to, aby się pozytywne nastawić i wykonać dobrą pracę. Bo gdy jesteśmy zadowoleni z tego, co robimy, to nastrój natychmiast szybuje w górę
  • do każdego szkolenia nastawiałam się pozytywnie z ogromną chęcią dania z siebie wszystkiego, co najlepsze. Takie nastawienie daje tylko pozytywne efekty

Ogromnie wierzę w to, że każdy szaro bury poranek można zamienić na piękny, pełen pozytywów dzień. Pozytywne myślenie, pozytywne nastawienie do świata, do ludzi zmienia wszystko. Nie tylko postrzeganie tego, co nas otacza ale również i siebie.

Dziękuję i ściskam serdecznie,

Justyna Krawczyk

Style Coach

Leave a Reply