Od kiedy zaczęłam nurkować, to zawsze największym marzeniem była podróż na Malediwy. Po przyjściu mojej córeczki na świat porzuciłam nurkowanie czując, że to zbyt niebezpieczne hobby. Często jednak tęskniłam na podwodnym światem w którym czułam się często lepiej niż w swoim świecie. Planowałam powrót, ale jednak mimo wszystko oddalał się on w czasie.
Pewnego ciepłego, majowego wieczoru siedzieliśmy z naszymi serdecznymi znajomymi przy ognisku, kiedy Magda z Nudy nie ma, podróżniczka, wspaniała dziewczyna pokazała mi ofertę wyjazdu na safari nurkowe na Malediwy. I zapytała – jedziesz ze mną?
Natychmiast przypomniałam sobie o tym, jak bardzo marzyłam, aby pojechać właśnie tam. Jak bardzo brakuje mi nurkowania i robienia tego, co kocham.
Kalkulacje dla trzy osobowej rodziny wypadały marnie. Taka podróż to koszt około pięćdziesiąt tysięcy złotych. Na tę chwilę, to wciąż dla nas za dużo. Ale dla jednej osoby budżet wyglądał zdecydowanie lepiej.
Decyzja zapadła jeszcze tego samego wieczoru a ja zaczęłam odliczać dni do końcówki października. Organizatorem safari byli wspaniali ludzie z Divemanii a koszt można było rozłożyć na raty. Zapisałam się również na basenowe nurkowanie przypominające, bo w końcu miałam przerwę, która trwała dziesięć lat. Skompletowałam sprzęt i w końcu nadszedł ten wielki dzień.
Emocje sięgały zenitu. Pierwszy raz na tak długo zostawiałam córeczkę i po długiej przerwie leciałam na drugi koniec świata na safari nurkowe.
Gdy wylądowaliśmy oniemiałam…po piętnastu godzinach w podróży wspaniałymi liniami lotniczymi Qatar Airways wylądowaliśmy w raju.

Taksówka wodna, nasza łódź techniczna na której trzymaliśmy sprzęt do nurkowania zabrała nas na naszą łódź. Trzy poziomowy dom na wodzie z jacuzzi na dachu na którym zamieszkaliśmy na dziesięć fantastycznych dni.


Safari nurkowe jak sama nazwa wskazuje, to wyprawa dla nurków, którzy są gotowi wstawać o szóstej rano, aby zaliczyć pierwsze nurkowanie. Potem jeszcze dwa a czasem również i nocne tego samego dnia. Dla mnie to było zdecydowanie za dużo, więc w zgodzie ze sobą i w swoim tempie decydowałam się na jedno nurkowanie dziennie. Często nurkowania były sporym wyzwaniem ze względu na zmieniającą się pogodę i silne prądy.
Czasem nie czułam się komfortowo, szczególnie wtedy, gdy wszyscy skakali do wody w poszukiwaniu rekina wielorybiego, a ja skacząc ostatnia dostawałam od kogoś płetwą i nic nie widziałam. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny…
Wtedy, gdy wszyscy fotografowali to wspaniałe zwierzę, ja zrobiłam fenomenalne zdjęcie syrenie morskiej, mojej Magdzie.

Wróciliśmy na łódź i ponownie zeszliśmy pod wodę. Często wychodziłam pierwsza, bo najszybciej kończyło mi się powietrze. Byłam razem z moim buddy i dive masterem. Weszliśmy na naszą łódź Tirę, gdy nagle kapitan zaczął krzyczeć, abyśmy szybko zakładali maski i płetwy i wskakiwali do wody. Rekin wielorybi płynął prosto na nas.
Tak jak kazał, tak zrobiliśmy i po chwili stanęliśmy twarzą w twarz z olbrzymem. Byliśmy tylko my troje i on. Coś niewyobrażalnego…

Nurkowanie nocne, to coś takiego na co miałam nigdy się nie zdecydować. Do czasu, gdy pewnego wieczoru przypłynęły do naszej łodzi piękne, olbrzymie manty. Tańczyły dla nas jak na przedstawieniu. Film z występem możesz zobaczyć TUTAJ.
Po tym, co zobaczyłam zdecydowałam, że schodzę pod wodę i to w nocy! Aby zobaczyć je jeszcze raz.
Usiedliśmy w rzędzie z latarkami w dłoniach na głębokości 10 metrów. Po drugiej stronie w dno powbijane były latarki. A manta pływała w korytarzu dając nam przedstawienie jakiego do końca życia nie zapomnę. Film z nocnego nurkowania z mantą możesz zobaczyć TUTAJ.

Idąc za ciosem zapisałam się na kolejne nocne nurkowanie z rekinami, ale gdy dopłynęliśmy na miejsce, to zrezygnowałam. Małe doświadczenie w nurkowaniu nocnym, długa przerwa w nurkowaniu uruchomiły głos rozsądku. Wróciliśmy na łódź i tylko my we dwie z Kasią nie widziałyśmy rekinów. Nasza niesamowita ekipa ze statku postanowiła to zmienić. Powiedzieli: wy też musicie je zobaczyć i zwabili rekina blisko naszej łodzi, abyśmy mogły zaznać tego niesamowitego uczucia jakim jest pływanie z rekinami!!!!

Podpłynęliśmy również blisko rajskiej wyspy na której mieliśmy niezapomnianą imprezę i owoce morza z grilla. Gdy teraz o tym wszystkim piszę, wciąż wydaje mi się, że jest to tylko sen…



To była podróż marzeń, która nawet mi się nie śniła. Poznałam fantastycznych ludzi, pokonałam mnóstwo własnych lęków, zobaczyłam niewyobrażalnie piękny kawałek świata i wróciłam do nurkowania.




Wiem, że niemożliwe nie istnieje i że nic nie dzieje się bez przyczyny. Bo nawet jeśli nie uda mi się za pierwszym razem zobaczyć rekina wielorybiego w tłumie innych nurków marzących o tym, aby go zobaczyć, to później przez zupełny przypadek przypływa on na prywatne spotkanie niemalże tylko ze mną.
Niemożliwe, nie istnieje.
Justyna Krawczyk
Jak Być Szczęśliwą Kobietą





