Radość z nadchodzących wakacji ustała wiele lat temu. Wiele, bo to było wtedy, kiedy chodziłam do szkoły. Lipiec i sierpień oznaczały wyjazdy, odpoczynek, zabawę do białego rana i spanie do późna. Do niedawna wakacje nadchodziły, a ja nabierałam wody w usta, bo marzyłam o tych wakacjach z przeszłości, w komórkach zapisane są wspomnienia, a do pracy dzień w dzień i tak trzeba było chodzić. Do czasu.
Te wakacje to trzy różne doświadczenia, mnóstwo przemyśleń i wniosków. Ale po kolei.
Pierwsze doświadczenie to wakacje zagraniczne zorganizowane przez biuro podróży. Wielkie greckie rozczarowanie spowodowane nieuczciowością ludzi. Rainbow Tours wysłało nas na wakacje marzeń, które okazały się ogromnym kłamstwem zaplanowanym z pełną premedytacją. Przez 10 dni doświadczaliśmy życia w warunkach, w których nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji żyć. Pleśń, brud, smród sprzedany jako 5*. Wniosek numer 1: jeśli chcesz żyć w lepszym świecie, to sama musisz się o niego postarać. Jak się okazuje w tym przypadku, czasem niestety w sądzie. Nie wolno odpuszczać, machnąć ręką, bo to nie istotne. Istotne, bo to świat w którym żyjemy. Ja, Ty, My wszyscy.
Wakacje numer dwa to szybki i spontaniczny wypad nad morze na kilka dni. Nasze polskie piękne morze, nad które po zeszłorocznych wakacjach nie wybierałam się już nigdy. Nigdy nie mów nigdy. To wniosek numer 2! Wszystko może się zmienić. Ty się możesz zmienić, okoliczności mogą się zmienić, ludzie wokół Ciebie mogą się zmienić. Bądź otwarta i szykuj się na zmiany! Gdynia jest niezwykła. Widok z okna na port podziwialiśmy w każdej wolnej chwili. Zachwycaliśmy się nim, jakbyśmy byli tam pierwszy raz. Słońce, plaża, śpiew mew. Szkoda, że było to tylko kilka dni.
Wakacje numer trzy to bezkonkurencyjny czas, który nie może się równać z niczym innym. Mimo, że nie wyjeżdzaliśmy jakoś specjalnie. Otóż pierwszy raz od czasów niepamiętnych miałam prawie dwu-miesięczne wakacje. Sześć tygodni spędzonych z moją córeczką. Nie w pracy, nie w przedszkolu, a razem i to dzień w dzień. Dawno przestałam o tym marzyć, nawet myśleć, że to może być realny plan. Tak ludzie nie żyją. W większości w tym do niedawna też ja. Bez względu na to czy jest to lipiec, czy październik, codziennie idą do pracy, a wakacje mają dwa razy do roku i to maksymalnie dwu tygodniowe. Tymczasem okazuje się, że jest to jedna z niespodziewanych konsekwencji mojej decyzji, którą podjęłam trzy lata temu. Była to decyzja o stworzeniu własnej firmy. Początkowo był to plan uwolnienia się z korporacji. Plan, który przerodził się w realizowanie marzenia i robienia tego, co kocham. Plan ten jednak przełożył się na wiele innych aspektów życia. Organizację czasu, realizację ciekawych projektów, spokój, radość… w tym roku doszły wakacje. To jest wolność. Móc podjąć decyzję o tym, że przez dwa miesiące nie pracuję. Że mam wakacje nie tylko z nazwy. Że autentycznie robię sobie wolne i spędzam czas z córeczką, nie inaczej. I nikomu nic do tego. Bez wniosku o urlop, bez stresu czy sobie beze mnie poradzą, czy po takiej długiej przerwie będą mnie jeszcze chcieli. Wniosek numer 3: warto mieć marzenia, warto dążyć do swoich osobistych celów. Ponad wszelką wątpliwość : WARTO ŻYĆ PO SWOJEMU.
Justyna





