BlogPsychologicznie, kobieco

Skąd się bierze niska samoocena?

By 30 sierpnia 2012 Wrzesień 1st, 2016 3 komentarze

Z moich obserwacji wynika, że tylko około 30% kobiet jest z siebie zadowolona. Wśród moich bliskich koleżanek i przyjaciółek, jest tylko jedna, która powtórzyłaby powyższe słowa z pełnym przekonaniem i pewnością, że dotyczą właśnie jej osoby.

Jak to jest możliwe?

Ludzie o wysokiej samoocenie są często odbierani jako zadufani w sobie aroganci, którzy ignorują innych. Kiedy pojawia się zagrożenie, ludzie reagują bardzo różnie, zależnie od samooceny. Ci o niskiej wycofują się, rezygnują i utwierdzają w przekonaniu, że niewiele potrafią. Ci o wysokiej starają się odbudować zagrożone poczucie wartości poprzez własne osiągnięcia i koncentrują się na działaniach. Więc dlaczego wciąż tak mało wierzymy w siebie i tak nisko się cenimy?

Boimy się o myśleć o sobie dobrze. Gdy wypowiadamy w myślach słowa: „ jestem mądra” zaraz za tym idzie potok wspomnień złych przewinień, nie do końca mądrych zachowań. Nie dajemy sobie prawa do pomyłek, do błędów. Wyklucza to dla nas bycie mądrym, często w radykalny sposób.

Czytałam wiele badań i opinii na ten temat, ale jedna zawsze się powtarza i dotyczy rodziców i atmosfery w jakiej zostaliśmy wychowani. Jeśli była to atmosfera miłości, zrozumienia, nauki i cierpliwości, mieliśmy szansę wyrosnąć na pewnych własnych wartości ludzi. Jeśli zabrakło miłości, potwierdzenia, że jesteśmy najważniejsi już w najmłodszych latach, mogło to spowodować niską samoocenę.

Tylko co w takiej sytuacji możemy zrobić?

Nie możemy przecież całe życie narzekać i obwiniać innych za własne niepowodzenia, brak zainteresowania czy miłości. Wychodzę z założenia, że każdy rodzic starał się jak mógł, być może nie każdemu się udało i my ponosimy tego konsekwencje. Ale tak można w nieskończoność!

Jesteśmy dorosłymi ludźmi i to od nas zależy jak chcemy się postrzegać i jak chcemy się czuć! Musimy skończyć z obwinianiem, rozpamiętywaniem, wyciągnąć wnioski i iść do przodu. Jednym z takich wniosków może być postanowienie, że wobec własnych dzieci nie popełnimy takiego błędu, choć zapewne popełnimy inne 🙂

Jeśli taka rozmowa z samym sobą nie pomaga, są psychoterapie, coachingi i wiele innych skutecznych metod po które wato sięgnąć. Wiem co mówię – coaching uważam za jedną z najlepszych inwestycji w moim życiu.

Nie twierdzę, że jest to łatwe. Czasem trzeba przepracować trudne tematy, czasem trwa to kilka miesięcy a czasem kilka lat, ale przecież życie mamy tylko jedno i warto o to zawalczyć.

Zgodzicie się ze mną?

Justyna

3 komentarze

  • Monika pisze:

    Łatwo nie jest… Sama widze po sobie jak bardzo rodzina wpływa na moje postrzeganie siebie. Nie pamietam pochwał. Nikt mi nie mowił, że jestem śliczna i mądra. Nikt mnie nie doceniał i tak jest z resztą do dziś. Mam 30 lat i nie potrafię myśleć o sobie inaczej niż gruba, brzydka i głupia. Tylko jak tu po tylu latach zacząć myśleć o sobie inaczej? Głupio mi się przed sobą samą przyznać ale chyba potrzebuję pomocy specjalisty. Sama nie dam rady zmienić tego “chorego” myślenia. W dodatku jest coraz gorzej bo skoro człowiek nie widzić swoich zalet uważa jest bez wartości to po co żyć? Ehh… i tak to depresja gotowa… wziąć się za siebie trzeba bo to się może źle skończyć… Ciesze się, że jest gdzieś te 30% zadowolonych z siebie, silnych kobiet i im z całego serca gratuluję postawy i jednoczesnie zazdroszczę.

  • Agnieszka pisze:

    Nie jest latwo, w szczegolnosci kobiecie okazywac, ze jest pewna siebie i zadowolona z zycia. Postrzegane jest to za obnoszenie sie i arogancje. Niestety polskie spoleczenstwo ma sklonnosci do narzekania wiec jesli wszytko mi sie uklada wtedy nie jestem akceptowana, gdyz albo “klamie” albo wzbudzam zazdrosc. Akceptacja kojarzy mi sie z odpornoscia na opinie innych. Tak bardzo jestesmy uzaleznieni od tego co “ludzie” powiedza, ze boimy sie wyrozniac. Ja, osobiscie, uwielbiam, piekne, madre i pewne siebie kobiety, gdyz one motywuja mnie, aby brnac do przodu. Niestety, nawet zyjac w USA, musze zmagac sie z krytyka i odrzuceniem. Nie poddam sie jednak, gdyz moja inteligencja, atrakcyjnosc oraz milosc do zycia jest silniejsza od tego, co kto o mnie mysli. Chodze wiec w szpilkach,pelnym makijazu (typowa Amerykanka nosi szorty i za duze T’shirt oraz klapki), wyprostowana i usmiechnieta i niestety nie przysparza mi to wielu fanow. A jak mam juz dosyc, to tancze, pije winko i na pewno popelniam kilka bledow i jest OK, bo jestem tylko czlowiekiem 🙂
    Pozdrawiam!

  • Maria pisze:

    A kto powiedział, że będzie łatwo? Ale zawsze warto spróbować żyć po swojemu. A niska samoocena kobiet bierze się z faktu, że jesteśmy ,,szkolone” na skromne, miłe, grzeczne i empatyczne, na zaspokajanie potrzeb otoczenia, na dożywotnią służbę rodzinie i otoczeniu. Ja dość szybko zauważyłam do czego to prowadzi. Doczytałam też do końca obowiązkową lekturę szkolną pt. ,,Siłaczka” i wyciągnęłam z niej jedynie słuszne wnioski. Obserwuję też mężczyzn i uczę się od nich: oni nie mają problemu, aby o sobie mówić i myśleć w samych superlatywach, nawet, jeżeli nie mają do tego realnych przesłanek.
    Pozdrawiam

Leave a Reply