Biegniemy przez życie w pogoni za tym co mają inni, uwikłani w stereotypy, przyzwyczajenia i wymagania innych. Często nie wiemy kim jesteśmy, jakie mamy marzenia i czego chcemy. Kiedyś usłyszałam od kobiety – mam 50 lat, jestem po dwóch rozwodach, już jest za późno, nic nie ma sensu.
Zawsze jest sens, choćbyśmy mieli po 70 lat. Obserwuję ludzi, którzy nigdy nie czują się dobrze, którzy nie znają uczucia szczęścia i wewnętrznego spokoju, więc nie mam co narzekać i żałować, że nie zdarzyło się inaczej. Często nam się nie chce, nie mamy siły, aby rozpracować „demony” przeszłości, które skutecznie nas blokują i powodują, że jesteśmy nieszczęśliwi. Jeden nieszczęśliwy człowiek pociąga za sobą kolejnego i tak oto mamy świat pełen agresji, wydzierających się na siebie ludzi, niemiłych pań kasjerek, nieprzyjemnych klientów, którzy nie mogą wytrzymać 5 minut w kolejce, trąbiących kierowców, wyzywających na czym świat stoi tylko dlatego, że ktoś inny zagapił się i nie ruszył natychmiast jak tylko zapaliło się zielone światło.
„Każda Kobieta potrzebuje uporać się z kobiecymi ranami. Odkryć je, oczyścić, dotknąć z czułością; nakarmić, wysłuchać”
Spotkałam wiele nieszczęśliwych kobiet w swoim życiu, takich które swoje niezadowolenie przelewały na innych ludzi, partnerów, dzieci, koleżanki powodując jeszcze większą frustrację. Bo fakt, że komuś źle życzę, zazdroszczę, więc dowalę, aby ta inna nie czuła się tak świetnie, na chwilę przynosi ukojenie, lecz w głębi działa destrukcyjnie. Nasz gniew nie bierze się znikąd. Nasz gniew to wychowanie, to babcia, która zamiast rozpieszczać zbyt dużo wymagała, to tata, który bił i trwale pozbawił zaufania do siebie i innych, to wypadek, nieszczęśliwe zdarzenie, które na zawsze będzie wywoływać strach i lęk, to nauczyciel z podstawówki, który ośmieszał i upokarzał bijąc linijką i ustawiając dziecko do kąta czy brak matczynej miłości i czasu spowodowany szybkimi narodzinami młodszego rodzeństwa. Mamy na co być źli, ale złość, która wywołuje nasze negatywne reakcje i rani innych nie jest dobra. „Gniew powinien być jedynie dołkiem startowym do działania” pisze Angelika Aliti, nie źródłem zniszczenia i destrukcji. Oswojony, zaprzyjaźniony oddaje nam siłę; odzyskujemy wcale niemały kawałek własnej mocy, wcześniej uwięzionej w ślepych reakcjach. Z tej zintegrowanej siły wypływa mocne, świadome gniewne „nie” na przemoc i niesprawiedliwość. Taki rodzaj gniewu nazywany jest gniewem słusznym. Gdy odzyskujemy dostęp do własnej energii, wiemy kiedy możemy zareagować wściekłością, aby ta reakcja przysłużyła się wszystkim.
Jak nakarmić, oswoić gniew? Są różne sposoby, metody. Jedną z najskuteczniejszych okazuje się głębokie odczucie, odżałowanie, przepłakanie krzywd z przeszłości, wybaczenie i oczyszczenie. Nie wiem czy ktokolwiek może to zrobić sam. Najlepszym pomysłem jest terapia pod okiem dobrego specjalisty. Polecam.
Justyna




