Wciąż nie odnajduję odpowiedzi na pytanie: skąd się biorą Ci wszyscy ludzie wokół mnie? Czy to naprawdę jest tak, że odkąd ja zaczęłam żyć innym życiem, zaczęłam robić to, co kocham, odkąd ja pokazałam przede wszystkim sobie, kim jestem, to wtedy zaczęli przychodzić do mnie inni ludzie?
Wspaniali, serdeczni, inspirujący, dobrzy…..?
To wydaje się zbyt proste. Jeszcze trzy lata temu żyłam w toksycznym środowisku. Nie tylko wykonywałam pracę, której nie lubiłam, która z moimi zainteresowaniami i pasjami nie miała nic wspólnego. Wykonywałam pracę, której nie znosiłam i codziennie musiałam znaleźć w sobie motywację, dzięki której przekraczałam szklane drzwi luksusowego biurowca.
Luksus znanego logo, dobrych pieniędzy przez lata trzymał mnie na powierzchni. Ale pewnego dnia spadłam na takie dno, że żadne pieniądze, żadne logo nie było już nic warte. Zaczęłam się liczyć ja.
I tak oto trzy lata później nadal prowadzę swoją firmę i nadal spotykam niesamowitych ludzi! I wciąż się zastanawiam, skąd oni się biorą?
Moje szkolenia dla stylistów od września będą wyglądały nieco inaczej. Skupię się na absolutnych fundamentach zawodu i wydłużę czas na poznawanie tych kobiet, które w gąszczu ofert wybrały mój autorski program. Chcę je poznać, wysłuchać, mieć czas na zbliżenie się do nich i doznawać luksusu poznawania absolutnie niepowtarzalnych osób. Wspaniałych, otwartych, dobrych, mądrych! Bo właśnie takie przychodzą, a ja wciąż się zastanawiam, czy to jest możliwe, że jak mówią, przyciągasz takich samych ludzi… Jeśli tak właśnie jest, to jest to wielki komplement i mój prywatny sukces. Choć myślę, że zawsze taka byłam, to nie zawsze mogłam po prostu być sobą.
Minęło kolejne szkolenie, a ja wciąż rozmyślałam o uczestniczkach. Myślę między innymi o Patrycji. Dziewczyna o magicznym spojrzeniu… takie oczy, które mówią więcej niż wypowiedziane słowa. Już od pierwszego kontaktu wiedziałam, że ta kobieta pozostawi coś w moim sercu. Kilka dni później przy okazji jednego z postów zaczęłyśmy dyskusję, która odkrywa kolejne z naszych ograniczeń i zaczynam powątpiewać w to, co słyszałam przez wiele lat i obnażam schematy myślowe, które nie pozwalają nam żyć pełnią szczęścia.
Oto lista najważniejszych:
Stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa jest najważniejsze – jak często to słyszałaś? Tymczasem stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa to droga donikąd! Życie nie jest stabilne, i jeśli chcemy je ustabilizować, to na siłę pozbawiamy się szansy doświadczania i przeżywania życia. Trzy lata temu wbrew temu co mówili inni, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, liczy się kasa co miesiąc przelewana na konto, etat jest spełnieniem marzeń… poszłam pod prąd i myślę, że dzięki temu miałam szansę poznać siebie i dostrzec możliwości, jakie daje życie.
Spokojne życie, gdzie nie ma większych zagrożeń, może jest bezpieczne, ale to nie jest prawdziwe życie. To, co w życiu jest najpiękniejsze, znajduje się poza strefą komfortu. Czyli doświadczanie życia i tym samym „wystawianie się” na to, co nieznane, nowe i zaskakujące.
Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. To tak jakbyśmy nie mieli prawa przeżywania osobistej tragedii, bo zaraz po niej powinniśmy wyjść mocniejsi, silniejsi. Tymczasem potrafi zdarzyć się coś takiego, co nas zabije i zmieni całe nasze życie. To takie ignorowanie naszych uczuć. Często wypowiadane wprost do mężczyzn, którym nie daje się prawa do słabości. Chłopaki przecież nie płaczą, a Ty przeżyłaś ciężkie chwile, to się teraz ogarnij, otrząśnij i idź dalej. A gdyby dać czas na przeżywanie, gdyby zapewnić ciepło, zrozumienie, akceptację, to bylibyśmy po prostu ludźmi, którzy potrafią przeżywać różne emocje. Zamiast tego jesteśmy kłębowiskiem skumulowanych przeżyć, nigdy nie wypowiedzianych, dogłębnie przeżytych, które dzień po dniu doprowadzają nas do depresji.
Przestań marzyć i zejdź na ziemię – otóż to! A najlepiej nie wychylaj się, bo a nuż będziesz lepsza ode mnie! Marzenia są piękne, bo można o nich marzyć i śnić. Wtedy powstaje złudzenie życia marzeniami, z którymi de facto nic się nie dzieje. Jak fajnie porozmawiać o marzeniach, co więcej, fajnie je pozostawić marzeniami, bo one nam umilają życie. Lecz jest to fikcja i oszukiwanie samych siebie. Marzenia są po to, aby je realizować. Koniec i kropka! A my często zamiast wziąć życie w swoje ręce, żyjemy życiem innych ludzi. Patrzymy z zazdrością i często nienawiścią, bo dziewczyna wzięła się znikąd, a odniosła wielki sukces… to o trenerce sportowej znanej wszystkim. Potrafimy też patrzeć z miłością i zachwytem, ale często nie motywuje nas to wystarczająco, aby ruszyć cztery litery. Łatwiej powiedzieć, że ta to miała szczęście… Jasne, pewnie trochę szczęścia miała, ale jeśli jest tylko szczęście, a nie ma pracy, zaangażowania, marzeń, pasji to nic z tego nie będzie!
Justyna
Style Coach




