BlogPodróże ze stylem

Bali i moja podróż po szczęście

Od 15 października 2018 brak komentarzy

O tej podróży marzyliśmy od dawna. Jadąc tak daleko chcieliśmy jednak, aby to była podróż przynajmniej na miesiąc, ale to wymagało niezłej organizacji i dużych nakładów finansowych. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy uda nam się polecieć. A ja czułam, że będę nieszczęśliwa jeśli ta wyprawa nie dojdzie do skutku…

Na trzy tygodnie przed wylotem, Qatar Airways wprowadził promocję i za niecałe osiem tysięcy złotych kupiliśmy bilety dla naszej trójki. Bilety nie były tanie ale rzadko kiedy można upolować cokolwiek tańszego. Zarezerwowaliśmy jeden nocleg i to wszystko. Po różnych historiach z biurami podróży i z miejscami, które były piękne ale tylko na zdjęciach postanowiliśmy nie ryzykować.

Przylecieliśmy późnym wieczorem, pokój hotelowy był kiepski a w restauracji biegały szczury. Chyba jakaś pomyłka pomyślałam po wymagającej, piętnasto godzinnej podróży w miejsce marzeń.

Rano jednak wszystko wyglądało inaczej. Rozejrzeliśmy się po okolicy i dopiero zaczęliśmy czuć i rozumieć w jakim miejscu jesteśmy.

Wyszło słońce, powietrze pachniało kwiatami, a po ulicach jeździły tukany z zawieszonymi dzwoneczkami, które tworzyły piękna muzykę.

Gdy postanowiliśmy zmienić hotel, szybko się okazało, że dostaliśmy najgorszy pokój. Natychmiast zaproponowano nam zmianę i wybór pomiędzy wieloma spośród pięknych, dużych i komfortowych pokoi. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że takie historie na Bali się nie zdarzają. A jednak.

W Sanur mieliśmy zostać dwa, trzy dni, a jednak zdecydowaliśmy się zostać i wraz z zaprzyjaźnionym kierowcą postanowiliśmy obejrzeć okolicę i każdego dnia ruszaliśmy zobaczyć coś innego. Byliśmy więc w Monkey Forest, które słynie z biegających małp i pięknego parku. Park położony jest niesamowicie, mnóstwo w nim mostków i zakamarków ale same małpy nie są przyjazne, więc szybko stamtąd uciekliśmy. Słynne Tegalalang Rice Terrace zrobiły na nas niesamowite wrażenie. Tak zielonych połaci soczystej zieleni nie widzieliśmy nigdy.

Kosztowaliśmy też niezwykłej kawy Kopi Luwak, która jest najdroższą kawą na świecie. Oryginalną można kupić i skosztować na plantacji co też uczyniliśmy z przyjemnością. Za filiżankę kawy zapłaciliśmy około 50 tys. rupii, czyli około 15 zł. 20 gramów ziaren kawy kosztuje około 300 tys. rupii, czyli około 90 zł. W Polsce za filiżankę tej kawy trzeba zapłacić około 100pln.

Widzieliśmy też czarne plaże, niezwykłe świątynie i słonie, jednak nasza najbardziej niesamowita podróż zaczęła się dopiero jak ruszyliśmy na wyspę Lembongan.

Ponownie przez internet znaleźliśmy miejsce do spania. Tym razem był to tradycyjny domek pokryty trzciną wykonany z drewna. Wyglądał bajkowo ale szybko okazało się, że to znów nie nasze miejsce. Biegające szczury po rynnach, fatalne jedzenie w restauracji na terenie resortu i łazienka na zewnątrz przekonały nas do dalszych poszukiwań mimo, że widoki były nieziemskie.

Zapakowaliśmy się więc na skuter z ciężką walizką w poszukiwaniu kolejnego miejsca. Ani skuter, ani samochód nie dał rady podwieźć nas pod sam hotel. Zmuszeni byliśmy więc ciągnąć walizki dziesiątki metrów do kolejnego miejsca. Przez kałuże i z dzieckiem na rękach.

Gdy dotarliśmy na miejsce próbowaliśmy sami siebie przekonać, że jest dobrze. Ośrodek z zewnątrz wyglądał naprawdę ładnie. Było to  niesamowicie zielone miejsce z malutkimi domkami ulokowanymi pomiędzy pięknymi drzewami. Tuż przy plaży był piękny basen z malowniczą restauracją.

Następnego dnia zmieniliśmy pokój w którym dziury w oknach zaklejaliśmy szarą, szeroką taśmą klejącą. Na ścianach roiło się od komarów a w ciągu dnia wyspę nawidziło trzęsienie ziemi. Mieśmy dosyć ale nie zamierzaliśmy się poddać.

Byliśmy naprawdę zmęczeni ale jeszcze tego samego wieczoru poszliśmy szukać kolejnego miejsca. Było ciemno i niebezpiecznie. Musieliśmy zawrócić. Rano znaleźliśmy na booking.com ciekawą ofertę i postanowiliśmy ją sprawdzić.

Idąc do wymarzonego miejsca nagle stanęliśmy przed niewielkim hotelem. Wyglądał jak z bajki. Nie zaszkodzi wejść i zobaczyć jak wygląda w środku, zgodnie stwierdziliśmy i weszliśmy. Na recepcji przywitał nas przemiły pan i wysłuchał naszej historii. Hotel oczywiście był poza naszym budżetem. Piękny, nowy, kameralny w niesamowitym stylu. Okazało się jednak, że jest pusty ponieważ dopiero został otwarty i udało nam się wynegocjować cenę o jakiej nam się nawet nie śniło.

Ruszyliśmy więc po nasze bagaże i przeprowadziliśmy się do miejsca, które zapamiętamy na zawsze. Ale ta historia ma dużo głębszy wydźwięk niż się może wydawać. Ta historia, to opowieść o naszym życiu w którym dużo jest przeszkód, dużo niepowodzeń i trudnych momentów ale tylko dlatego, że się nie poddajemy i szukamy sposobów na realizację marzeń i planów zaszliśmy tak daleko.

Przecież mogliśmy się poddać już po pierwszym razie, po pierwszej zmianie. Zaakceptować i marudzić przez cały urlop. Za każdym jednak razem wstawaliśmy i szukaliśmy tego, po co przyjechaliśmy.

Marzyłam też o sesji zdjęciowej na Bali i to marzenie również okazało się być możliwym do spełnienia. W hotelu w którym zostaliśmy już do końca poznaliśmy fotografa, który zgodził się zrobić dla mnie zdjęcia. Zabrałam ze sobą cudowne marki Nun.mi, Pretty One, Magu Moda, Kasia Miciak oraz Cukier Puder Vintage Store i spełniłam to marzenie! Bo jako osobista stylistka biorę ze sobą najlepsze ciuchy w każdą podróż 😉

Bluzka: Nun.mi

Sukienka: Magu Moda

Sukienka: Pretty One

To była niesamowita podróż, która pokazała nam to, że warto walczyć o marzenia nawet jeśli przychodzą trudne momenty zwątpienia.

Ta podróż uświadomiła mi jeszcze coś…coś znaczenie ważniejszego.

Czy wróciłam szczęśliwa?

Ja już byłam szczęśliwa a ta podróż pokazała mi tylko, że wszystko co najważniejsze już mam. I nie jest to Bali a rodzina, dom i życie po swojemu.

Justyna

Leave a Reply