Jakiś czas temu szukałam przedszkola dla mojej córeczki. Szukałam kilka ładnych miesięcy. Blisko domu znalazłam kilka. Obejrzałam każde. Ale zawsze było coś nie tak. A to nie złapałam dobrego kontaktu z właścicielką. A to panie opiekujące się dziećmi, dziwnie odzywały się do podopiecznych. Innym razem dom, w którym mieściło się przedszkole, pachniał stęchlizną, a kolejny graniczył z terenem z ujadającymi wielkimi psami co gorsza, z nietrzeźwym ich opiekunem. Pamiętam przedszkole, do którego weszłam i uciekłam po 20 minutach czekania na panią dyrektor. Zamknięto mnie w komórce obok szatni, abym poczekała na spotkanie. Ale w tej komórce też było słychać rozpaczliwy płacz dzieci.
Byłam też w molochu przedszkolnym, w którym na pytanie o zdrowe jedzenie lub też o posiłki uwzględniające alergie pokarmowe, pani zrobiła wielkie oczy i powiedziała po prostu – nie.
I po wielu próbach i miesiącach jeżdżenia ZNALAZŁAM! Nie, wcale nie było idealne. Gdyby tak z boku spojrzeć to choćby dlatego, że aby do niego dotrzeć trzeba było jechać pół godziny samochodem. Ale liczą się priorytety i to, co jest najważniejsze. A najważniejsze było i jest bezpieczeństwo, serdeczne panie szanujące dzieci, kultura wychowywania i zwracania się do dzieci, zdrowa kuchnia i na końcu program. Tak na końcu. A to dlatego, że jeśli przedszkole jest prowadzone przez osobę mądrą, to o program nie ma co się martwić. Wiecie… ryba od głowy itd… A więc, że ryba i jej głowa mądra, myśląca, ciepła, czująca, otwarta to i takie też jest miejsce. Przedszkole małe, kameralne. Każda pani wie o każdym dziecku wszystko. Podejście indywidualne, nastawione na rozwój w tempie przystosowanym do każdego z dzieci. Zachęcamy, wspieramy, nie karzemy. Jedzenie przygotowuje Pani Bożenka, która używa tylko świeżych składników. W przedszkolu jest zakaz przynoszenia słodyczy ze sklepu. Mile widziane są ciasteczka domowej roboty przy okazji urodzin. Jednak owoce to najlepsza słodycz w tym przedszkolu. Przynajmniej raz w tygodniu Pani Bożenka podaje placuszki z kaszy jaglanej, które sama robi i kisiel również nie z torebki. Wszystkie prośby i alergiczne przeciwwskazania są uwzględniane. Tak więc dojazd nie stanowi problemu wtedy, gdy wiem, że moje dziecko chodzi do najcudowniejszego przedszkola, jakie mogłam sobie wymarzyć.
Gdy je znalazłam, to przedszkole z bajki, jedna z moich znajomych powiedziała: no świetnie, ale nie ma się co tak cieszyć. Poczekaj pół roku, emocje opadną i przekonasz się, jak jest naprawdę! Oczywiście z podtekstem, że wcale tak dobrze nie będzie.
Wkurzyłam się. Tak, wkurzyłam się i to bardzo! Bo co to miało mi dać? Jedynie mogło odebrać ogromną radość. A jak wiele radości mamy w życiu? Czym potrafimy się cieszyć? Dziś już nie byłoby to takie łatwe, ale wtedy wytrąciło mnie z równowagi.
No bo po co takie gadanie? To tak jak: nie chwal dnia przed zachodem słońca. Chwal! Ile się da! Jeśli jest pięknie, dostrzegaj to! Jeśli coś daje Ci szczęście, ciesz się tym! I nie pozwól, abyś Ty sama sobie je odbierała. Nie pozwól też innym na to, aby odbierali Ci radość.
Poznałaś fantastycznego faceta? Na pewno okaże się draniem!
Kupiłaś mieszkanie po okazyjnej cenie? Na pewno zaraz pod blokiem puszczą Ci autostradę!
Chia jest zdrowe? Na pewno za chwilę okaże się trujące.
A może jednak nie? Może jednak ten facet to miłość Twojego życia. Założenie na początku, że może okazać się draniem odbierze radość, schrzani nastrój, nastawi negatywnie. I po co? Może pod Twoim mieszkaniem nigdy nie będzie autostrady, więc ciesz się nim zamiast zamartwiać. Chia jest zdrowe i może zawsze będzie. A jeśli okaże się inaczej, to sięgniesz po coś innego. Ale to już w przyszłości.
A więc tak. Chwal dzień przed zachodem słońca. Ile wejdzie!
Justyna
P.S. W przedszkolu jesteśmy już dwa lata. Nadal jest wspaniałe.





