W miniony weekend mąż mojej siostry zapytał mnie o to, czego nauczyłam się w korporacji. Czy tęsknię, czy mi jej brakuje. Czy po 3 latach prowadzenia własnej firmy, po upadkach i wzlotach miałabym chęć wrócić? Czy faktycznie jest tak, jak mówią, same minusy i nic więcej? Otóż nie! Są też plusy i z roku na rok widzę ich coraz więcej!
Oto moja lista top 10!
- Zmęczenie i rozczarowanie korporacją natchnęło mnie do myślenia o czymś, o czym nigdy nie myślałam: o stworzeniu własnej firmy! Miałam dosyć manipulowania, zastraszania i przedmiotowego traktowania. Niechęć przed korporacją stała się większa niż strach przed otworzeniem własnej firmy.
- Wszystkie moje negatywne doświadczenia spowodowały, że zapragnęłam stworzyć firmę, która pomaga kobietom również w korporacjach. Do mojej firmy Jak Być Szczęśliwą Kobietą zgłaszają się kobiety, które widzą siebie we mnie i wiedzą, że ja je zrozumiem i umiem im pomóc!
- Dziesiątki szkoleń w tym międzynarodowe, wiedza, którą wyniosłam z korporacji, przydaje mi się w prowadzeniu własnej firmy do dziś! Ponieważ zaprzyjaźniłam się z Amerykanką, podszkoliłam się w angielskim do takiego poziomu, że bez problemu ukończyłam wymarzoną szkołę Style Coaching Institute w Londynie i jako pierwsza w Polsce jestem certyfikowanym Style Coachem!
- Ponieważ dobrze zarabiałam, mogłam odłożyć pieniądze, które potem wykorzystałam na budowanie i na start mojej firmy!
- Doceniam to, co mam sto razy mocniej! Noszenie identyfikatora i „odbijanie karty” od 9.00 do 17.00 najczęściej wspominam wtedy, gdy odwożę córeczkę do przedszkola na 9 rano i odbieram ją nie później niż o 16.00 Jestem Panią swojego czasu i w zgodzie ze sobą ustawiam priorytety!
- Nie wypisuję wniosku o urlop! Nie muszę pytać o zgodę. Wakacje nabrały nowego znaczenia. ISTNIEJĄ i mogę je wykorzystać, jak chcę. Jeden miesiąc pracuję, ale na wolniejszych obrotach, drugi miesiąc spędzam z córeczką!
- Nie jestem przykuta do biurka, do procedur, do ludzi szczególnie do tych, których nie lubię. Do ludzi którzy nie wnoszą w moje życie nic dobrego. Nie mają zasad ani moralnego kręgosłupa. Pracuję, gdzie chcę, jak chcę i z kim chcę!
- Kreatywność nabrała innego znaczenia. Wreszcie mogę robić to, co chcę i jak chcę. Bez zbędnych procedur, ograniczeń i kręcenia nosem innych, którym akurat mój pomysł nie wiedzieć czemu, nie przypadł do gustu!
- Nie mam już problemu, aby odpowiedzieć na słynne korporacyjne pytanie: gdzie siebie widzisz za 5-10 lat? Widzę SIEBIE przede wszystkim. Spokojną i z rodziną, na którą mam czas. Mogę na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, gdzie jestem i co chcę robić dalej!
- Nie mam numeru ID, JESTEM WOLNA!
Nie, nie tęsknię. Nie przekreślam, bo mam też dobre wspomnienia. W mniejszości, to fakt, ale są. Zrobię wszystko nie po to, aby nie musieć do korporacji wracać, ale abym mogła dalej iść swoją drogą, której udeptanie na nowo wymagało odwagi i ciężkiej pracy. Ale warto było.
I jeszcze jedno na koniec. Szanowanie drugiego człowieka to podstawa o której w korporacji się zapomina. Ja prawie zapomniałam o godności. Na szczęście udało mi się ją odzyskać i obiecać sobie, że w mojej firmie nigdy nie będę traktować ludzi, tak jak traktowano mnie i innych. Nigdy nie będę manipulować, konfabulować, zastraszać i poniżać. Można inaczej. Naprawdę. Można szanować, rozmawiać, motywować i działać razem.
Justyna







