Czy zdarzają się Wam takie sytuacje, w których nagle, nie wiedzieć czemu właśnie w tej chwili, dzieje się coś takiego, że dostajecie olśnienia? Spotykacie osobę na widok której dzieje się coś takiego z Waszym ciałem (i nie musi to być mężczyzna), że trudno to wyjaśnić?
Mam 41 lat i noszę rozmiar 40 powiedziała jedna z uczestniczek ostatniego szkolenia dla stylistów, przerywając ciekawą, ale dość nerwową dyskusję. Pamiętam tę chwilę, gdy weszła do sali szkoleniowej. To jeden z tych momentów, gdy nagle świat się zatrzymuje, oddech się skraca, a źrenice się powiększają. Weszła i jakby wszystko pojaśniało, pomimo, że sala była jasna, przez duże okna wpadało mnóstwo słońca. Uśmiechnięta, wyprostowana, pewna siebie, urocza.
Mam 41 lat i noszę rozmiar 40 i co? I cieszę się, że mam! Powiedziała, a sala oniemiała. Zaczęłyśmy wątek, który z przykrością w pewnym momencie musiałam przerwać, bo plan szkolenia zaczął się kompletnie rozjeżdżać. Pomimo, że nie zdążyłyśmy zgłębić tematu, to sądzę, że każda z uczestniczek zapamiętała te słowa. Zapamiętała kobietę, która kocha siebie, kocha życie i cieszy się każdym danym dniem. Jest radosna, serdeczna i spokojna. W jednej chwili pozbawiła nas myślenia, że rozmiar 40 jest za duży, a kobieta przekraczająca czterdziestkę przestaje być atrakcyjna.
Mam 37 lat i jestem cholernie szczęśliwa! Bez patrzenia na wagę, rozmiar i wielkość cellulitu. Ale nie zawsze tak było…
Przełom nastąpił dopiero niespełna 8 lat temu. To była suma pewnych zdarzeń, małych kroków które stawiałam niepewnie. Ale to właśnie 8 lat temu na dobre porzuciłam pewne przekonania o sobie, do których już nie wracam. Rozwiodłam się wbrew temu, co myśleli inni. Dobrze mieć męża, nie rób tego, masz tak dobrze, księcia na białym koniu nie znajdziesz… słyszałam. To był bolesny czas, ale zaufałam sobie i mimo strachu zrobiłam tak, jak czułam. Potem na celowniku znalazła się praca. Najpierw zmieniłam firmę, potem postanowiłam mieć swoją… I znów słyszałam: Nie rób tego, świetne zarabiasz, o pracy w takiej firmie każdy marzy. Ze strachem, ale posłuchałam siebie. Pożegnałam ludzi, którzy mieli na mnie fatalny wpływ. Toksyczni, agresywni, źle życzący innym, również mnie.
Nie twierdzę, że było i że zawsze jest łatwo. Moje życie to nie jest pasmo sukcesów i ciągły ocean szczęścia. Mam problemy jak inni, nie omijają mnie trudne chwile. Ważne jednak jest to, co udało mi się zmienić, to o co walczyłam i moje priorytety…
Dziś w niedzielę o 8 rano, w dzień moich urodzin budzi mnie blond włosa iskierka o czarnych jak węgiel oczach (priorytet numer jeden) śpiewając sto lat. Miłość mojego życia (priorytet numer dwa) przynosi do łóżka urodzinowe śniadanie. Gorące bułeczki z jajkiem na twardo- miękko, czyli tak jak lubię najbardziej. Uwierzcie mi, że jest to nadzwyczajna rozkosz po 2 tygodniach oczyszczającej warzywno owocowej diety. Myślicie, że odchudzającej? Nic bardziej mylnego. Wszystkie diety odchudzające przetestowałam na sobie jako nastolatka. Katorgi, codzienne sprawdzanie wagi… mam to za sobą. Dziś to zdrowie i dbanie o siebie jest na liście punktem jednym z najważniejszych. Myślicie, że to przychodzi z wiekiem? Nie zawsze. Zgłaszają się do mnie kobiety często po 30, 40 a nawet te około 60 i chcą ze mną zmienić swoje życie, zmienić swoją zaniżoną samoocenę. A ja cieszę się, że to wszystko kiedyś przechodziłam. Bo dziś na bazie własnych doświadczeń mogę przeprowadzać je przez program metamorfozy totalnej i zmieniać ich jakość życia.
Mam 37 lat i wielkimi krokami zbliżam się do 40. Nigdy nie byłam tak atrakcyjna sama dla siebie. Nigdy nie czułam się lepiej sama ze sobą. Nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa jak teraz. Nigdy nie byłam tak spokojna i świadoma wszystkiego tego, co mam. Nigdy nie doceniałam tego, co mam tak bardzo jak teraz. Nigdy nie miałam tylu wspaniałych przyjaciół co dziś i nigdy, przenigdy nie decydowałam o tym, kim się otaczam. Dziś to mój wybór. Nie mam już miejsca na toksycznych ludzi, nie chcę ich, nie dopuszczam ich do siebie. Mam cudowną rodzinę, z którą nie tylko wychodzę dobrze na zdjęciach (priorytet numer trzy). Robię to, co kocham (priorytet numer cztery). Staram się i coraz częściej żyję po swojemu. Czuję się wolnym człowiekiem (priorytet numer pięć). Tego Wam życzę z całego serca bez względu na to, ile macie lat.
Justyna Krawczyk
Style Coach
www.jbsk.com.pl







