Nie ulega wątpliwości, że ostatnie lata przyniosły duży postęp w zakresie odzyskiwania osobistej wolności przez kobiety. Przełamywane są kolejne bariery, zanikają pewne społeczne uprzedzenia. Kobiety stają się coraz bardziej niezależne, z drugiej strony – mężczyźni coraz mocniej angażują się w działania, które niegdyś niemal w całości były domeną kobiet. Przykładem mogą być tu niedawno wprowadzone, a obecnie rozwijane urlopy rodzicielskie.
Mimo, że postęp ten dla wielu Pań wydaje się wciąż zbyt wolny, to warto czasem uzmysłowić sobie jak wyglądała sytuacja kobiet w całkiem niedawnej przeszłości. Ciekawym materiałem do porównania stanu dzisiejszego i tego sprzed zaledwie 50 lat jest książka Simone de Beauvoir „Druga płeć”. Główna teza książki głosiła, że we wszystkich kulturach, nawet tych uważanych za matriarchalne, to mężczyzna jest podmiotem i panem samego siebie, natomiast kobieta jest Innym, który musi określać się wciąż w relacji z mężczyzną.
W swoich badaniach, których wyniki przedstawiała w tej książce, SdB często posługiwała się pojęciem wolności. Zakładała, że najwyższym celem każdej odpowiedzialnej ludzkiej istoty powinna być jej suwerenność i możliwość samostanowienia. Okazało się, że w przypadku kobiet nie jest to takie proste. Zniewolenie kobiet może mieć dwie przyczyny. Jeżeli jest to narzucone, kobieta pada ofiarą ucisku (tak, jak jest to obecnie wciąż powszechne w krajach islamskich). Natomiast, jeśli sama się na nie godzi, to rezygnacja z dążenia do suwerenności stanowi moralny występek.
Wolność osobista jest swego rodzaju wyborem i wymaga moralnej odwagi. Łatwo jest z tej wolności zrezygnować i stać się rzeczą. SdB dawała do zrozumienia, że kobiety – znacznie bardziej niż inne uciskane grupy (np. Afroamerykanie w USA, homoseksualiści) – korzystają z przywilejów płynących z podlizywania się mężczyznom. Żyją niejako za pośrednictwem mężczyzn i są przez nich utrzymywane. Pisze:
Jest to jednak droga łatwa: unika się w ten sposób lęku i napięcia egzystencji, za które odpowiedzialność w innym wypadku trzeba wziąć na siebie.
W swojej książce opisywała sposoby, które stosują kobiety, aby wolności unikać. Jednocześnie sama przyznawała, że w tamtych czasach (Francja koniec lat 40-tych XX wieku) społeczeństwo nie było gotowe na wolne kobiety. Według SdB „niezależna kobieta” cierpiała wtedy na kompleks niższości z powodu swojej „kobiecości”. Inteligencja i niezależność takiej kobiety onieśmielała mężczyzn. Zbyt swobodne życie seksualne wyzwolonej kobiety, wywoływało wtedy dość powszechne oburzenie.
Beauvoir znała wiele kobiet, które żyły na rachunek mężczyzn i zrzucały na nich ciężar odpowiedzialności za własną egzystencję i sama także znała tę pokusę. Znała też cenę niezależności, którą ostatecznie wybierała. Była silną, wspaniałą kobietą, ale jak sama przyznawała, często czuła wewnętrzne rozdarcie.
Ciekawy jestem, w jaki sposób widzą kwestię wyboru pomiędzy wolnością, a jej wyrzeczeniem się poprzez pasożytnicze związki z mężczyznami dzisiejsze kobiety. Wachlarz postaw jest szeroki: od wojowniczych feministek, poprzez świadome swej siły kobiety-prawdziwe partnerki aż do takich, których postawa wciąż wygląda na polowanie na żywiciela i obrońcę. Uwieńczone powodzeniem (ślubem, związkiem, wspólnym dzieckiem) łowy oznaczają dla nich jedyny życiowy sukces i sens ich egzystencji. Jak bardzo proporcje pomiędzy kobietami wolnymi, a tymi od wolności uciekającymi zmieniły się od czasów Simone de Beauvoir? Ja mam nadzieję, że proces uzyskiwania niezależności wciąż trwa i życzę Paniom jak najwięcej wewnętrznej wolności.
Jarek




