Z moich obserwacji wynika, że tylko około 30% kobiet jest z siebie zadowolona. Wśród moich bliskich koleżanek i przyjaciółek, jest tylko jedna, która powtórzyłaby powyższe słowa z pełnym przekonaniem i pewnością, że dotyczą właśnie jej osoby.
Jak to jest możliwe?
Ludzie o wysokiej samoocenie są często odbierani jako zadufani w sobie aroganci, którzy ignorują innych. Kiedy pojawia się zagrożenie, ludzie reagują bardzo różnie, zależnie od samooceny. Ci o niskiej wycofują się, rezygnują i utwierdzają w przekonaniu, że niewiele potrafią. Ci o wysokiej starają się odbudować zagrożone poczucie wartości poprzez własne osiągnięcia i koncentrują się na działaniach. Więc dlaczego wciąż tak mało wierzymy w siebie i tak nisko się cenimy?
Boimy się o myśleć o sobie dobrze. Gdy wypowiadamy w myślach słowa: „ jestem mądra” zaraz za tym idzie potok wspomnień złych przewinień, nie do końca mądrych zachowań. Nie dajemy sobie prawa do pomyłek, do błędów. Wyklucza to dla nas bycie mądrym, często w radykalny sposób.
Czytałam wiele badań i opinii na ten temat, ale jedna zawsze się powtarza i dotyczy rodziców i atmosfery w jakiej zostaliśmy wychowani. Jeśli była to atmosfera miłości, zrozumienia, nauki i cierpliwości, mieliśmy szansę wyrosnąć na pewnych własnych wartości ludzi. Jeśli zabrakło miłości, potwierdzenia, że jesteśmy najważniejsi już w najmłodszych latach, mogło to spowodować niską samoocenę.
Tylko co w takiej sytuacji możemy zrobić?
Nie możemy przecież całe życie narzekać i obwiniać innych za własne niepowodzenia, brak zainteresowania czy miłości. Wychodzę z założenia, że każdy rodzic starał się jak mógł, być może nie każdemu się udało i my ponosimy tego konsekwencje. Ale tak można w nieskończoność!
Jesteśmy dorosłymi ludźmi i to od nas zależy jak chcemy się postrzegać i jak chcemy się czuć! Musimy skończyć z obwinianiem, rozpamiętywaniem, wyciągnąć wnioski i iść do przodu. Jednym z takich wniosków może być postanowienie, że wobec własnych dzieci nie popełnimy takiego błędu, choć zapewne popełnimy inne 🙂
Jeśli taka rozmowa z samym sobą nie pomaga, są psychoterapie, coachingi i wiele innych skutecznych metod po które wato sięgnąć. Wiem co mówię – coaching uważam za jedną z najlepszych inwestycji w moim życiu.
Nie twierdzę, że jest to łatwe. Czasem trzeba przepracować trudne tematy, czasem trwa to kilka miesięcy a czasem kilka lat, ale przecież życie mamy tylko jedno i warto o to zawalczyć.
Zgodzicie się ze mną?
Justyna




