-Czas czytania: 3 minuty-
Nie wiem, czy też to zauważyłaś, ale w ostatnich latach coraz głośniej mówi się o ciałopozytywności. I dobrze! Bo przez dziesięciolecia żyłyśmy w przekonaniu, że istnieje tylko jeden słuszny wzór idealnego ciała – smukła sylwetka, brak cellulitu, gładka skóra, jędrność tu, talia tam. A jeśli nie wpisujesz się w ten kanon? To znaczyło, że powinnaś się wstydzić, chować, poprawiać.
Całe szczęście ten świat powoli odchodzi w przeszłość. Uczymy się patrzeć na siebie łagodniej. Uczymy się, że nasze ciała mają prawo być różne – bo jesteśmy różne. I że można być piękną mając rozstępy, blizny, pełniejsze biodra czy nieidealne proporcje. Widzę to wśród moich klientek zarówno na przeglądach szaf jak i podczas wspólnych zakupów. Kobiety, które się do mnie zgłaszają nie wstydzą się przede mną rozebrać czy poprosić o większy rozmiar. Uważam, że ta zmiana na plus.
Spis treści:
Coś, co zaczęło mnie niepokoić
Racjonalizacja, czyli jak same siebie potrafimy przekonać
Granica między akceptacją, a bylejakością
Zdrowie i estetyka, to nie tabu
Na koniec ważny przekaz ode mnie dla Ciebie

Coś, co zaczęło mnie niepokoić
Ciałopozytywność – która miała nas uwolnić z kajdan perfekcjonizmu – w niektórych przypadkach stała się… wymówką. Pretekstem do tego, by przestać się starać. Przestać o siebie dbać. Przestać mieć ambicje – nie tylko te dotyczące sylwetki, ale i stylu życia, zdrowia, wyglądu, ubioru.
Coraz częściej słyszę: „A po co mi sukienka, skoro i tak najważniejsze jest wnętrze?”, „Po co się zdrowo odżywiać, skoro kocham siebie taką, jaka jestem?”, „Po co marzyć o czymś więcej, skoro wdzięczność za to, co mam, mi wystarczy?”
I wiesz co? To wszystko brzmi znajomo. Też kiedyś tak mówiłam ale w głębi ducha wiedziałam, że brak mi sił czy pomysłu na siebie. Wiedziałam, że zawsze byłam tą dziewczyną, która chciała lepiej, więcej, mocniej. Nie bez powodu moja firma nazywa się Jak być szczęśliwą kobietą i nie bez powodu pracuję od 2012 roku jako Style Coach (stylistka + trener rozwoju osobistego w jednym). Zrobiłam to dla siebie, bo sama poszukiwałam szczęścia i sama poszukiwałam swojego stylu, który będzie mnie na co dzień wspierał, dodawała mocy i sprawiał, że będę czuć się lepiej. Kocham ten fakt, że miałam odwagę zrezygnować z korporacji, dużych pieniędzy, prestiżu pracy w wielkiej, amerykańskiej korporacji czy jakiejkolwiek innej i zająć się tym, co mnie wspiera, co kocham i w dodatku pomagam innym.
Kiedyś przypadkiem napotkana znajoma z korporacji powiedziała mi” kiedyś byłaś kimś, kiedyś pracowałaś dla potężnej firmy, a teraz masz małą działalność o której nikt nie wie„.
No cóż. Te słowa zapewne miały mnie zaboleć, ale pomimo, że stało się to już kilka lat temu, to już wtedy byłam świadoma, że możemy mieć różne definicje prestiżu i wyobrażania na temat tego, co ważne. Dla mnie ogromnym prestiżem jest pomaganie kobietom w odkrywaniu swojego stylu, pomaganie im uwierzyć w siebie. Co więcej uważam, że miałam ogromną odwagę i wiarę w siebie zaczynając od zera i decydując się na to, co daje mi szczęście. Czuję się wolna, pracuję jak chcę, mam dużo czasu na to, aby być z rodziną i zawieść rano córkę do szkoły. Fakt, moja firma nie jest notowana na giełdzie, to mała działalność gospodarcza ale za to z wielkim sercem. Pomogłam setkom kobiet i to sprawia, że czuję się szczęśliwa i spełniona. Odnalazłam sens życia i ryzykując tak wiele, odkryłam czym jest szczęście.
Przeczytaj również: Wyeliminuj wszystko to, co Ci szkodzi, aby pokochać siebie – podpowiada pierwsza w Polsce Style Coach

Racjonalizacja, czyli jak same siebie potrafimy przekonać
Na swojej drodze spotykam wiele kobiet i często słyszę to, co w psychologii nazywa się racjonalizają: „No dobrze, może przytyłam parę kilo, ale przecież kochanego ciała nigdy za wiele”. Albo: „Jasne, chciałabym być bardziej aktywna, ale przecież i tak mam dobre wyniki badań”. Albo ulubione: „Marzy mi się wyjazd do Londynu, ale przecież w Polsce też jest pięknie”.
To wszystko racjonalizacje. Mechanizmy obronne, które mają Cię przekonać, że „już jest dobrze”, że nie trzeba nic zmieniać. Że nie warto sięgać po więcej. Że skoro „kocham siebie”, to nie muszę się ruszyć z kanapy.
Mnie to też dotyczy. Jeśli czytałaś artykuł na temat mojej przemiany, to wiesz o czym mówię. Ale w pewnym momencie przyszła wewnętrzna szczerość.
I przyszła decyzja. Zaczęłam powoli. Bez ciśnienia. Bez katowania się. Ale konsekwentnie. Zdrowiej jeść. Więcej się ruszać. Pić więcej wody. Spać. Oddychać.
Efekt? Zrzuciłam zbędne kilogramy – i nagle zrozumiałam, jak bardzo wcześniej nie czułam się dobrze. I to nie chodziło o presję czy wygląd. Chodziło o energię, lekkość, wolność ruchu, radość z patrzenia w lustro.
To było tak, jakby ciało wreszcie powiedziało: „Dziękuję. Czekałam na to.”
Przeczytaj również: Samobójstwo, które popełniamy każdego dnia – mówi osobista stylistka również z własnego doświadczenia

Granica między akceptacją, a bylejakością
Nie zrozum mnie źle – nie chodzi o to, by teraz wpaść w obsesję zdrowego stylu życia, kontrolować każdy kęs i trenować do utraty tchu. Chodzi o równowagę.
Ciałopozytywność, prawdziwa ciałopozytywność, to akceptacja siebie TU I TERAZ – z równoczesną gotowością, by się rozwijać. Dbać o siebie. Nie z lęku. Nie z nienawiści. Ale z miłości i szacunku do samej siebie. To tak jak ze stylem. Oczywiście, że wnętrze jest najważniejsze – ale to nie znaczy, że mamy chodzić w rozciągniętych dresach, bo „to tylko powierzchowność”. Nasz wygląd, sposób ubierania się, sposób mówienia – to wszystko są sygnały, jakie wysyłamy do świata i do samej siebie. One kształtują naszą energię, pewność siebie, sposób bycia. Widziałam to już setki razy, wtedy, gdy ubieram kobietę, która się do mnie zgłosiła na usługę wspólne zakupy, wychodzi z przymierzalni i kwitnie. Pyta – jak Ty to robisz? Wyglądam wspaniale i czuję się świetnie! Rozumiesz o co chodzi? Ty też tak chcesz? Napisz do mnie. Jestem tu też dla Ciebie!
Zdrowie i estetyka, to nie tabu
Warto mówić o tym głośno: zdrowie jest ważne. Tak samo jak estetyka. To nie są tematy, które ciałopozytywność ma wymazać. Nie musimy wybierać między „kochaniem siebie taką, jaka jestem” a „dbaniem o formę”. Możemy – i powinnyśmy – robić jedno i drugie. Bo bycie szczęśliwą kobietą, to nie stan zawieszenia. To droga. Czasem trzeba powiedzieć sobie: „Tak, jestem wdzięczna za to, co mam – ale chcę też czegoś więcej.”
Przeczytaj również: Moja przemiana – jak jedno spotkanie zmieniło całe moje życie – prawdziwa historia

Na koniec ważny przekaz ode mnie dla Ciebie
Jeśli czujesz, że coś w Tobie się budzi – że chcesz o siebie zadbać, odzyskać energię, wrócić do formy – nie słuchaj głosów, które mówią: „Ale przecież nie musisz.” Nie – nie musisz. Ale możesz. I jeśli to zrobisz – dla siebie, z miłością – to możesz być zaskoczona, jak bardzo to zmienia wszystko.
Bo naprawdę…
W Polsce jest pięknie. Ale jeśli marzysz o Londynie – to kup ten bilet.
Twoje ciało już jest kochane. Ale jeśli chcesz, żeby było lżejsze – to zacznij sama czy z moją pomocą.
Twoje życie jest dobre. Ale jeśli czujesz, że może być jeszcze lepsze – to czemu nie?
Z wdzięcznością – i odwagą. Dla siebie.
Justyna Krawczyk
Style Coach




