BlogMęskim okiem

Jak mężczyzna radzi sobie z problemami?

Od 18 października 2012 brak komentarzy

Nie, nie chodzi mi o to, żeby określać poziom dzisiejszych mężczyzn jako ten, odpowiadający epoce kamienia łupanego. Chociaż zdecydowanie zbyt często zdarzają się osobnicy, którzy aż tak bardzo od tamtych czasów się nie rozwinęli.

Jaskinia, to pojęcie wprowadzone przez Johna Greya w jego bestsellerowej książce „Mężczyźni są z Marsa, a Kobiety z Wenus”. W bardzo przystępny i chwilami dowcipny sposób Grey przedstawił sposoby radzenia sobie ze stresem przez współczesnych mężczyzn. Są to, naturalnie, sposoby zupełnie różne od tych stosowanych przez kobiety.

Zasadniczo, mężczyźni nie zagadują swoich problemów. Nie są w ogóle chętni do dzielenia się kłopotami z innymi, a w szczególności ze swoimi kobietami. Samo pojawienie się problemu w życiu mężczyzny jest już stresujące. Zastanawia się jak to się stało, że do powstania tego problemu w ogóle dopuścił, czy czegoś nie zaniedbał w przeszłości. Często dochodzi do tego obawa, jak przyjmie to jego Ukochana. Czy nie straci w jej oczach? Czy nie okaże się, że nie jest jej wart?

Są dwa podstawowe męskie sposoby na radzenie sobie z problemami. Pierwszy polega na wyznaczaniu celu – w jaki sposób problemu się pozbyć, a później na przystąpieniu do realizacji wyznaczonych przez siebie zadań. Facet wtedy zamyka się w swoich myślach, skupia się na tym jednym, konkretnym zadaniu, lecz zewnętrznie wydaje się nieobecny. Jeżeli kobieta chce mu pomóc, nakłania go do „wyrzucenia z siebie” wszystkich spraw, to taka troska jest, zupełnie niesprawiedliwie oczywiście, uznawana za pewne natręctwo. Łatwo mogą pojawić się oskarżenia o brak kontaktu, niedostateczną czułość, co tylko pogarsza sytuację.

Jeżeli znalezienie rozwiązania nie jest łatwe, mężczyzna może zastosować drugi ze sposobów rozładowania stresu. Zajmie się swoim hobby, poczyta gazetę, jak jest mocno wkurzony to nawet może skopie ogródek. Wszystko po to, aby oczyścić umysł. Niektórym facetom wystarczy nawet piętnaście minut drzemki po powrocie z pracy – i tu niestety pojawia się ogromne niebezpieczeństwo, ponieważ KOBIETY NIE LUBIĄ, GDY MĘŻCZYŹNI LEŻĄ. Na pewno nie wtedy, kiedy one nie leżą także. A wiadomo, że jest cała masa zajęć do zrobienia, obiad do zjedzenia, do opowiedzenia cały dzień swój i dzieci. Oczywiście obowiązki rodzinne są bardzo ważne, nie mówię o sytuacjach, gdy „jaskiniowe” przyjemności mężczyzny doprowadzają go do stanu Ferdka Kiepskiego, spędzającego większość swojego życia przed telewizorem z puszką piwa FULL w ręku.

Po tym czasie dla siebie, w miarę zdrowo funkcjonujący facet powinien na tyle się zregenerować lub też przetrawić swoje problemy, żeby mógł normalnie funkcjonować jako partner/tata. Jest to właśnie wyjście z jaskini. Wtedy jest czas na dłuższą rozmowę i dużo większa szansa na to, że odpowiedzi mężczyzny nie ograniczą się do „Yhm, tak. No, yhm”. Kto wie, może nawet uda się z mężczyzną porozmawiać o uczuciach? Jeżeli jest to „najwyższą potrzebą” kobiety, to może ona odczuwać odłożenie poważnych rozmów na później ze względu na jakieś tam fanaberie swojego mężczyzny jako niesprawiedliwe.

Moim zdaniem są takie sytuacje, gdy nie można czekać na moment „powrotu z jaskini” i faceta trzeba z niej wyciągnąć na siłę. Ale w zwyczajnych w miarę okolicznościach – może dobrze jest przynajmniej spróbować, w jaki sposób pozostawienie mężczyźnie jakiegoś czasu i przestrzeni na pobycie samemu zmieni klimat późniejszych rozmów.

Dla mnie błogosławiony wpływ na moją psychikę ma czas, w którym codziennie mogę sobie pograć na saxofonie. Nie robię tego od razu po powrocie do domu, bo wtedy zwykle od razu moja córeczka przypomina mi, że jestem także tatusiem, ale jeszcze w miarę wczesnym wieczorem mam swoje pół godziny na absolutny reset z muzyką. Myślę, że potem, jestem o wiele lepszym słuchaczem i rozmówcą dla mojej Ukochanej.

 

Jarek

Leave a Reply