BlogRecepta na szczęście

Recepta na szczęście Magdaleny Gołaszewskiej

Od 19 czerwca 2017 brak komentarzy

Wchodzisz, witasz się i wiesz, że spotkałaś bratnią duszę. Znasz to uczucie?

Tak właśnie było z Magdą podczas konferencji „Przedsiębiorcza Kobieta” w Białymstoku.

Uśmiech od ucha do ucha, serdeczne przywitanie i to szczere spojrzenie. To właśnie Magda. Tak ją zapamiętałam i pomimo to, że nie spędziłyśmy ze sobą dużo czasu, to wiem, że właśnie taka jest. Tego nie da się oszukać. To się wie i czuje od samego początku.

Magda prowadziła tę wyjątkową imprezę a ja miałam swoje wystąpienie. Pomimo faktu, że było to moje kolejne, jedno z wielu przemówień, jak zawsze towarzyszył mi niewielki stres. Umiem nad nim zapanować ale zawsze rozglądam się za kimś, bądź za czymś, co mi pomoże w takich chwilach.

Magda, jej serdeczność, spokój, szczere i przyjacielskie wsparcie sprawiły, że poczułam się wspaniale. Spokojna i pewna siebie.

Dziś, gdy czytam jej receptę na szczęście, rozumiem dlaczego tak się stało. Przeczytaj i Ty. Zapraszam.

piwonie

Lubicie zapach piwonii?

Na stole obok mnie stoją właśnie dwa dojrzałe, amarantowe kwiaty.

Czuję ten ich staroświecki zapach,  a szalony kolor rozcapierzonych płatków chwyta mój wzrok jak na lasso. Przynoszą wspomnienie Babci Reni, mamy mojej Mamy. Ciepłej, dobrej, łagodnej kobiety.

Ona uwielbiała piwonie.

Kupowanie kwiatów do domu – to jeden z moich sposobów na pielęgnowanie okruchów szczęścia. Widzę te  kwiaty potem – mimochodem, w codziennej bieganinie – i dają mi sekundową, ale bezcenną przyjemność.

Czy nie warto zadbać o te sekundy szczęścia właśnie? O takie odrobinki w ciągu dnia?

Moja recepta na szczęście – to szukanie jasnych, dobrych, bezpiecznych chwil w mojej codzienności.

Kiedy czuję lekkość duszy i ciała. Kiedy jest mi miękko i radośnie. Po prostu dobrze. Zapisuję  sobie te chwile w swojej bazie danych.

Tak jak w ten czerwcowy  poranek, gdy siedziałam na brzegu łotewskiego jeziora. Nad głową miałam absolutny błękit. Czułam na skórze słońce, wiatr targał włosy. Słyszałam plusk wody i ptasią wrzawę.

Czułam spokój w ciele i ciszę w głowie. Serce biło spokojnie i lekko. A oddech wpływał łagodnie i przynosił orzeźwienie.

I trwałam w tym stanie z rozkoszą, dziękują za to. Myśląc z uśmiechem o tych, których kocham.

Z wdzięcznością.

Nigdy  wcześniej nie byłam nad tym jeziorem i pewnie już nigdy tam nie wrócę. Ale ta dobra chwila, to co było na zewnątrz mnie i to co czułam wewnątrz – zapisałam w pamięci na zawsze. Jak kolejny eksponat w mojej kolekcji szczęścia.

Warto budować tę osobistą, wewnętrzną kolekcję dobrych, jasnych chwil. Warto pielęgnować to miejsce, odkurzać je i jak najczęściej odwiedzać!

Nie ma nic lepszego – kiedy życie gryzie i warczy, kiedy strach i stres zaciskają gardło i zabierają oddech – jak schować się na chwilę w tym naszym bezpiecznym magazynie.

I przypomnieć sobie, jak może być. Jak było. I jak z pewnością będzie!

Jeszcze tysiące razy poczujemy ten cudny stan.  Na szczęście.

I tylko my sami możemy sobie podarować ten wewnętrzny spokój i uśmiech.

magda