BlogPsychologicznie, kobieco

Motywacja może być wesoła

Od 4 października 2016 brak komentarzy

Wydarzenie „Życie Bez Ograniczeń” to spotkanie na które niewątpliwie powinno zabrać się chusteczki i odrobinę fluidu. Po twarzy spływa wszystko już po pierwszych wystąpieniach. Na scenie pojawiły się trzy kobiety. Przynajmniej do momentu w którym ja uczestniczyłam. Wszystkie wystąpienia były bardzo emocjonalne. Każda z kobiet opowiedziała swoją historię w której pojawiło się trudne dzieciństwo, bieda i straszna choroba.

Podczas wystąpienia Ewy Minge nie mogłam opanować wzruszenia. Ta kobieta nie potrzebowała ciekawej prezentacji, aby ludzie chcieli jej słuchać. Na telebimach była widoczna tylko ona. Ona i jej historia o której mówiła z wielkim spokojem. O trudnych rozstaniach i o nieodwracalnych decyzjach. O krzywdzie, która spotkała ją od ludzi. Tych nieznajomych, którzy zza komputera czują się anonimowi i czerpią satysfakcję z obrażania i ranienia innych. Opowiadała o sukcesach i porażkach. O wielkich pieniądzach i o ich braku. O miłości przede wszystkim.

Myślę, że jestem na takim etapie w swoim życiu, że nie potrzebuję już przykładów ludzi, którzy przeszli straszne tragedie, aby zrozumieć, że jeśli oni mają siłę sięgać po wszystko, to ja też mogę. Ja już to wiem i jestem tego pewna, że mogę. Wiem, bo spróbowałam. Nie przeszłam dramatycznej historii, dzięki której obudziłam się i postanowiłam żyć jak nigdy dotąd. Na szczęście. Mam za sobą kilka trudnych przeżyć. Nieciekawe wspomnienia z dzieciństwa, niską samoocenę, rozwód i kilka porażek tak jak wiele z nas. Ale dziś już nie chcę patrzeć wstecz a w przód i budować swoją przyszłość i cieszyć się teraźniejszością.

Wiem jak trudne okazało się życie dla wielu z nas. Wiem też jak wygląda świat i jak dużo złego się na nim dzieje. Wiem. Tylko, że ta świadomość przytłacza mnie i powoduje, że boję się żyć. A tego nie chcę. Bo czym jest życie w strachu?

Podziwiam kobiety, które postanowiły opowiedzieć swoją historię. Podziwiam wszystkie te, które odważyły się i pomimo tak ogromnych przeszkód postanowiły żyć pełnią życia. Każdą historię doceniam i dziękuję za nią. Szczególnie za historię Ewy Minge, która przypomniała mi o tym, jak ważne jest być dobrym człowiekiem, pomagać innym i pielęgnować w sobie uczucie miłości. Dziękuję.

Gdy na scenie pojawił się Jakub B. Bączek to już od pierwszych słów poczułam, że nastąpiła wielka zmiana nastroju. To była zmiana, której potrzebowałam. Uśmiechnięty i żartujący facet, który kilka godzin wcześniej, wrócił z wakacji na Seszelach. Powód do śmiechu i radości ogromny, bo jeśli tak bardzo kocha ciepły klimat i turkusowe morze jak ja, to wcale się nie dziwię, że był w doskonałym nastroju.

Podczas jego wystąpienia również były potrzebne chusteczki. Płakało kilka tysięcy osób ale nie ze smutku a ze śmiechu. To on pokazał nam, że motywacja może być też śmieszna i wesoła. Na tym etapie to właśnie takiej motywacji potrzebowałam. Uzbrojona w wiedzę, cierpliwość i walkę o swoje marzenia, potrzebowałam trochę się rozluźnić. W walce o swój biznes i o swoje marzenia często jest dużo stresu i ciężkiej pracy. Przynajmniej w moim przypadku. Tak więc, gdy okazało się, że w każdym palcu naszej dłoni jest mnóstwo powodów do śmiechu to zrozumiałam na jaki poziom wchodzę. Hehehe hihihi huhuhuhu do dziś dźwięczy mi w uszach. I to właśnie w taki sposób wspominam to spotkanie. Jak było? Hehehe hihihihi 😉

Warto czasem obśmiać nasze lęki i strachy. Pielęgnowanie ich w sobie potrafi bardzo ograniczać. Wiem to po sobie. Także, gdy dziś dzwoni dyrektor HR dużej firmy, aby zadać mi dodatkowe pytania w związku z ofertą szkoleń, którą złożyłam, serce bije mi już spokojniej. Bo zanim zaczynam rozmowę skutecznie potrafię wyśmiać swoje lęki.

Kuba mówił też o narzędziach. Czyli o konkretach, których również na tym etapie potrzebuję. Metody wychodzenia z kryzysu, które w prowadzeniu własnego biznesu, czy też na drodze do realizacji swoich wielkich marzeń, mogą się bardzo przydać. Oprócz wsparcia i humoru, którego będziemy potrzebować mówił również o technice oddzielania faktów od tego, co podpowiada nam wyobraźnia.

A ja mam marzenia, które są obarczone bardzo dużą dawką strachu. Marzę o dalekich podróżach, tygodniach na Kubie czy na Bali. Chciałabym tam spędzać kilka miesięcy w roku. Najlepiej wtedy, gdy w Polce panuje mróz i leży śnieg. Boję się jednak panicznie latać. Ale dziś nie zamierzam już czytać statystyk. Ile samolotów dziennie znajduje się na niebie a ile z nich spada. To jest bardzo mały procent i niewielkie prawdopodobieństwo, że spadnie właśnie mój. To fakt i racjonalne podejście do sprawy. Ale od dziś będę myśleć również o tym, że jeśli Kuba lata na Seszele i w inne dalekie zakątki świata i wraca cały i zdrowy to ja też mogę.

Justyna

Style Coach