BlogPsychologicznie, kobieco

Let me think about it

Miałam kiedyś serdeczną znajomą Amerykankę, która miała serce na dłoni i dobroć wypisaną na czole. Była zawsze chętna do tego, aby pomagać wszystkim bez względu na to, o co ją prosili.

Niestety taka postawa szybko obróciła się przeciwko niej. Chciała być lubiana i serdeczna. Może to się sprawdza w Stanach ale w naszym kraju niestety nie. Taka jest przykra prawda. Zdarzają się w naszym kraju ludzie ciepli i serdeczni ale ja nadal uważam, że jest to mniejszość.

Moja znajoma zaczęła cierpieć z tego powodu. Tak, tak, z powodu takiego, że była serdeczna i kochana. Musiała się nauczyć asertywności. Odmawiać tym, którzy oczekiwali od niej za dużo. Mówić stanowcze – nie – tym, którzy chcieli ją wykorzystać.

Pamiętam też, że zdarzały się sytuacje bardzo przykre. Jedną z takich sytuacji było spotkanie z gronem innych kobiet.  Taki ogólnopolski zjazd, warsztat produktowy dla wszystkich pracowników. Nagle jedna z uczestniczek powiedziała: słyszałam wiele o Tobie dobrego. Wiem, że odwalasz kawał dobrej roboty dla nas ale … myślałam, że jesteś szczuplejsza.

Otóż to! Tak bardzo potrafimy być złośliwi i paskudni dla siebie nawzajem. Kobieta ta poczuła najpierw chęć dowalenia innej kobiecie – to musimy powiedzieć sobie szczerze ale też poczuła niepisane przyzwolenie na przekroczenie pewnych granic. Bo wiedziała, że moja znajoma to kobieta, która pomaga wszystkim na około, robi dużo dla zespołu. Więcej niż to jest w jej obowiązkach.

Musiała nauczyć się stawiać granice i jasno komunikować swoje stanowisko. To było jednak szalenie trudne. Została wychowana w kulturze serdeczności i braterstwa. Nie potrafiła się pogodzić z tym, że niestety nie wszędzie się to sprawdza.

Wszelkie próby odmowy na prośbę, która przekraczała jej możliwości czy wcześniejsze ustalenia, kończyły się fiaskiem. Nie umiała tak po prostu powiedzieć – nie, nie mogę Ci w tym pomóc. Natychmiast na jej usta cisnęły się słowa – of course, I will help you with pleasure.

Znalazłyśmy na to sposób i wpadłyśmy na świetny pomysł „odraczania decyzji”. Polegało to na tym, że zawsze w chwili, gdy była o coś proszona (a była non stop) odpowiadała: Let me think about it!

I to zadziałało fantastycznie! W efekcie nie zgadzała się na wszystko i dawała sobie czas na to, aby faktycznie zastanowić się na tym, o co jest proszona. Dawała sobie czas na to, aby uargumentować odmowę, aby się wzmocnić i przećwiczyć odpowiedź. Nie było to łatwe ale możliwe.

Możesz skorzystać z tej zasady. Jeśli czujesz, że zgadzasz się na zbyt wiele, że szef daje Ci coraz więcej pracy a Ty bez mrugnięcia okiem się na wszystko zgadzasz. Może jest to czas na to, aby się nad tym zastanowić i dać odpowiedź, która nie krzywdzi Ciebie.

Zapraszam na moje spotkania coachingowe : http://test.ipmedio.atthouse.pl/style-coaching/

Pozdrawiam,

Justyna

Style Coach