BlogPsychologicznie, kobieco

Czy po ślubie stajemy się bezpłciowi?

Od 14 stycznia 2013 2 komentarze

Pamiętam taką scenę z filmu „Sex w Wielkim Mieście”, gdy Samantha reaguje z oburzeniem na widok Mirandy, która założyła kostium kąpielowy, nie depilując wcześniej bikini. Miranda tłumaczy się, że to był niezapowiedziany wyjazd, po czym dodaje: po ślubie priorytety się zmieniają.

Czy rzeczywiście tak jest? Czy priorytety zmieniają się aż tak, że przestajemy być tym, kim byliśmy dotychczas?

Obserwowałam takie sytuacje, gdy nagle kobieta bądź mężczyzna zmieniali się nie do poznania. Niegdyś oczytani, kulturalni bywalcy wydarzeń typu: kino, teatr, rozsiadają się na kanapie i z rozkoszą zajadają chipsy przed telewizorem. Nie rozmawiają ze sobą, nie wychodzą, nie kochają, tyją, mijają i rozmijają.

Mają dziecko, bądź dzieci, więc nie rozstają się dla dobra dzieci. No i tyle lat są ze sobą, więc choćby z przyzwyczajenia. Do tego kredyt, wygoda. Okazuje się, że z biegiem lat zamiast być ze sobą bliżej, jesteśmy coraz dalej…?

Pamiętam dyskusję w jednej z poprzednich firm, w których pracowałam właśnie o tym, jak to małżeństwo odmienia relacje między kobietą i mężczyzną. Koleżanka mówiła o tym, jak to wreszcie się przełamała i zaczęła golić nogi przy swoim mężu, przestała się malować na co dzień i ubierać fajnie, bo przecież jak to powiedziała: to mój mąż, nie kochanek.

Jak to jest, że kiedy się poznajemy, spotykamy, chodzimy na randki, to dbamy o nasz wygląd, dbamy o intelekt, dbamy o to, co jemy oraz jak jemy, dbamy o czystość, porządek, a z biegiem czasu, co widać szczególnie, gdy zwiążemy się związkiem małżeńskim, przestajemy o siebie dbać. To czego się wcześniej wstydziliśmy nie jest już wstydliwe, to na czym nam zawsze zależało, przestaje być ważne, to co kiedyś lubiliśmy odchodzi w zapomnienie. Pozwalamy na rutynę, na nijakość, przestajemy dbać zarówno o siebie jak i partnera.

Wiem, że czas dużo zmienia, ale my też możemy dużo zmienić. Wiem, że żyjemy w czasach kiedy trzeba szybciej, więcej, a czasu dla siebie mamy coraz mniej.  Z biegiem lat trzeba pracować mocniej, więcej, ale czy nie warto? Nie warto być dla siebie i dla najbliższych zawsze wyjątkową osobą?

Ostatnio zrobiłam sobie listę rzeczy które robię dziś, a których nie zrobiłabym w pierwszym roku naszej znajomości i trochę się uzbierało 🙂 Nie, nie jestem idealna, ale ważne, aby mieć świadomość i pracować nad związkiem. Dbając o sobie w rzeczywistości, dbamy też o innych. Nie wyobrażam sobie, aby mój mąż przestał się golić, zaczął chodzić w wygniecionej i brudnej koszuli, jeść przed tv czy mówić z pełną buzią – to moja prywatna lista zachowań nie do przyjęcia 🙂 Fajnie, że dobrze się ze sobą czujemy, że sobie ufamy, że jesteśmy przyjaciółmi, ale o „iskrzenie” trzeba wyjątkowo dbać.

Jak wiele widzicie par w dojrzałym wieku, które po latach bycia razem nadal są dla siebie mili, piękni i kochani?

 

Piszcie.

Justyna

 

2 komentarze

  • Agnieszka napisał(a):

    Dzien doberek od szczesliwej mezatki 🙂
    Ostatnio z mezem, z ktorym niedlugo bede obchodzic 8 rocznice slubu i przy tym chce zaznaczyc, ze oswiadczyl sie po 3 randce :), rozmawialismy na ten temat. Nasz zwiazek jest codziennym dbaniem o siebie. Od rana (4.30) prawimy sobie komplementy,pijemy kawusie razem, potem wysylamy wiadomosci tekstowe, buziaczek tu buziaczek tam, trzymamy sie za raczki, obiadki przy swieczkach, spontaniczne tance do piosenki, ktora wlasnie leci w radio. Dbamy o to, aby byc atrakcyjnymi dla siebie i co wazne doceniac siebie ( Kochanie dziekuje za to czy za tamto, nic nie jest niezauwazone) Oczywiscie nie jest to proste, zajelo nam tez troche czasu i rozmow, aby w koncu osiagnac ten stan (komunikacja jest pieta achillesowa u malzenstw), ale w koncu on jest ten jedyny a ja jedyna i szczerze mowiac to wszystko, co wymienilam nic nie kosztuje, jedynie dobre checi, a wzamian tyle radosci, milosci i szczescia odczuwamy. Doszlismy do wnioskow, ze wiekszosc par za wiele by chcialo, a potem nie maja ani sily ani ochoty na przyjemnosci. Ja sama jak przygladam sie malzenstwom, gdzie dwoje pracuje, ma 1-2 dzieci, zajecia pozaszkolne, obiady, sprzatanie itd, to trace sily. Podziwiam pary, ktore potrafia dokonywac wyborow i w wiekszosci sprawia to, ze sa szczesliwsi. Znamy pary, ktore bardzo chcialy dzieci i je maja, ale postanowily, ze zrezygnuja z wielu materialnych rzeczy i kobieta zostanie w domu, aby sie zajmowac dziecmi. Maz wraca z pracy, wszystko jest zrobione, zona zadbana, dzieci gotowe, aby isc do lozka o przyzwoitej porze i rodzice maja czas dla siebie. Sa pary, ktore decyduja sie nie miec dzieci i sa szczesliwe. Wydaje nam sie, ze jesli chcemy miec wszystko, dzieci, pieniadze etc, to niestety, ale braknie nam sil na romans i zabawe. Malzenstwo to praca, dzieci to praca, zajmowanie sie domem to praca, praca poza domem to praca, chyba tylko superman mialby jeszcze ochote na romans, zabawe, dbanie o siebie. Warto jednak poswiecic choc jeden dzien w tygodniu na randke z mezem, polozyc dzieci do lozek, albo podrzucic do rodzicow, ogolic te nogi ;), zalozyc cos sexy, zapalic swieczki, miec lampke wina i poromansowac, potanczyc w domowym zaciszu a i moze cos wiecej mam nadzieje z tego wyniknie. Zycze wszystkim Paniom wielu randek ze swoimi mezami, ktorzy nawet raz w tygodniu moga byc cudownymi kochankami, jesli ich do tego zachecicie.

    Pozdrawiam Justynko.

  • jmazurki@poczta.onet.pl napisał(a):

    Agnieszko,
    pamiętam początki z moim mężem i jeden z wieczorów gdzie siedzieliśmy razem w wannie i rozmawialiśmy tak długo aż woda zrobiła się zupełnie zimna. Rozmawialiśmy o miłości i o tym, że ona wymaga pracy. Wtedy wydawało mi się to zupełnie absurdalne. Myślałam – jak się kocha to się samo wszystko dzieje.

    Dziś jesteśmy razem już 6 lat, od 3 lat jesteśmy małżeństwem, mamy córeczkę i nic nie jest już takie proste no i na pewno nic się samo nie dzieje.
    Wpadliśmy w wir pracy, obowiązków przy dziecku, zaczęliśmy chcieć więcej i więcej. Pewnego dnia jechaliśmy samochodem w ciszy. Spojrzałam wtedy na mojego męża i pomyślałam – on jest miłością mojego życia i nie zasługuje na to, aby żyć byle jak, zaakceptować rutynę, przestać się starać. Mało tego – ja nie zasługuję na bylejakość bo przecież tak niedawno byłam taka wyjątkowa i jak to się stało że już nie jestem????

    Jestem, oboje jesteśmy tylko czas i obowiązki trochę przysłoniły nam siebie. Teraz o tym pamiętam i wiem, że bez pracy nic się nie obroni. Małe gesty, świeczka do obiadu, sms w trakcie dnia – to nic nie kosztuje. Więc tłumaczenie, że nie mamy już czasu czy pieniędzy jest absurdem.
    Ale jest jeszcze jedna rzecz, ogromnie ważna. Jakie to szczęście, że znalazłyśmy miłość swojego życia bo sądzę, że to ona sprawia, że nam się chce chcieć. Czy każdy ma tyle szczęścia….?
    Pozdrawiam ogromnie
    Justyna

Leave a Reply